Jestem w 10 procentach. Czyli raport czytelnictwa w Polsce jak zawsze martwi

/ 29 kwietnia

Co najmniej siedem książek w roku 2016 przeczytało 10 procent Polaków. Jedną – 37 procent. 63 procent Polaków nie czyta. Biblioteka Narodowa opublikowała raport czytelnictwa za ubiegły rok i w Internecie znowu poruszenie. Poruszę się i ja.

Co roku raport Biblioteki Narodowej dotyczący czytelnictwa w Polsce jest szeroko komentowany, a cały ogrom ludzi analizuje, płacze i załamuje ręce. Bo jak to tak? 63 procent Polaków nie sięgnęło po ani jedną książkę?! To przecież nic zaskakującego – raport co rok wskazuje to samo. Czemu w roku 2016 miałoby być inaczej…

Obszerny raport dostępny jest w sieci, każdy może go przeczytać. Jest tam wiele analiz, porównań i statystyk. Które są najciekawsze?

Z perspektywy czasu widać, że w latach 2004–2008 liczba deklarujących lekturę co najmniej jednej książki w ciągu roku wyraźnie spadła. O ile przed tym okresem odsetek czytelników oscylował wokół 55%, o tyle od 2008 roku wynosi około 40%. W tym samym czasie wyraźnie zmalał odsetek czytelników intensywnych, a więc takich, którzy czytali 7 i więcej książek w ciągu roku. Spadek z poziomu około 22% do około 10–11%, a więc o połowę, potwierdza, że we wskazanym okresie dokonało się istotne zmniejszenie społecznego zasięgu książki. *

Odkrywczy nie jest też fakt, że na czytelnictwo wpływa otoczenie. Miłość do książek wynosi się z domu, od rodziny, przyjaciół. Sama chyba zaczęłam czytać, bo widziałam, że ciągle robi to mój ojciec. I nie ukrywajmy – mając otoczenie, które na każde wasze wyciągnięcie książki reaguje negatywnie, nam samym odechciewa się znoszenia ciągłych „docinek”, nawet tych robionych ze uśmiechem.

Jakkolwiek czytanie książek koreluje z wykształceniem na poziomie wyższym, to nie wykształcenie jednostki, lecz jej środowisko społeczne oddziałuje pozytywnie z największą siłą – poprzez dokonującą się w rodzinie socjalizację czytelniczą, a jeszcze bardziej przez wpływ otoczenia: domowników, przyjaciół czy znajomych.

Kolejny problem – wysokie ceny książek. Coraz mniej jest też domowych bibliotek. Tu pojawią się głosy, że po co książki chomikować, lepiej np. sprzedać i w ich miejsce kupić nową.  Ale mimo wszystko domowa biblioteczka to coś pięknego i motywującego do dalszego czytania. Są też i książki w formacie cyfrowym, których na półce postawić się nie da.

Coraz więcej osób deklaruje, że nie kupuje książek, stąd coraz więcej jest takich gospodarstw domowych, w których nie ma ani jednej książki (22%). Większość domowych bibliotek składa się z mniej niż 50 tomów (64%), a takie, w których jest ich co najmniej 500, stanowią około 2%. Księgozbiory domowe funkcjonalizują się pod kątem potrzeb edukacyjnych – rośnie odsetek tych, w których znajdują się wyłącznie podręczniki i książki dla dzieci.

Jakkolwiek książki w formacie cyfrowym (e-booki, skany drukowanych książek, a także audiobooki) to bardzo niewielka część wskazanych jako czytane lub słuchane tytułów, liczba legalnie bądź nieformalnie pobranych z internetu książek, a także liczba deklarujących to osób, systematycznie rośnie.

Nie dziwi też informacja, że sięgamy po książki literatury popularnej, rozrywkowej. Czytamy to, co modne, co głośne i kontrowersyjne. I niestety – na tym poprzestajemy. A przecież to doskonała okazja do poznania nowych autorów i gatunków, poszukiwania czegoś bardziej ambitnego, czegoś, co prócz rozrywki, zaoferuje nam też wartość np. edukacyjną. Oczywiście – książki to rozrywka i sięganie po lekką literaturę nie jest niczym złym. Warto jednak od czasu do czasu sięgnąć po coś innego.

Najczęściej wymienianym autorem czytanych w 2016 roku książek był Henryk Sienkiewicz. Zaraz za nim znalazła się E. L. James z Pięćdziesięcioma twarzami Greya. Tak jak w poprzednich latach Polacy czytali przede wszystkim literaturę popularną – powieści sensacyjno-kryminalne romansowo-obyczajowe. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się książki stanowiące podstawę adaptacji filmowych. Zjawiskiem do niedawna nieznanym jest zyskiwanie masowej popularności przez nowe powieści napisane przez polskich autorów.

„Emocjonalne odrzucenie lektury”. Nie czytamy bo nie wiemy co czytać, by przyjemnie spędzić czas.  A by znaleźć to, co nas pasjonuje, potrzeba czasu i eksperymentowania.

Generalnie nieczytający to najliczniejszy segment, do którego należy prawie co drugi z naszych respondentów (48%). Są to osoby, które nawet jeśli czasem coś czytają, to robią to sporadycznie, sięgając po prasę lokalną lub tabloidy. To, co je wyróżnia, to emocjonalne odrzucenie lektury, a zwłaszcza książek. Nie czytają i nie lubią tego robić, choć pewnie czasem zdarza im się zrobić wyjątek dla jakichś książek funkcjonalnych czy autorów w stylu E. L. James lub Dan Brown.

Raport mówi, że kobiety czytają częściej. Przyznam, że nieco mnie to zaskoczyło. Mężczyzn czytających wydaje mi się, że jest jednak tylu samo co pań.

Od dawna sygnalizujemy w naszych raportach, że kobiety czytają książki częściej, robią to z większą intensywnością oraz chętniej angażują się w towarzyszące książkom interakcje społeczne (wzajemne pożyczanie, wypożyczanie z bibliotek, rozmowy o książkach i rekomendacje lekturowe).
Coraz rzadziej korzystamy też z bibliotek. Na to wpływa wiele czynników – zbiory, dostępność biblioteki, personel.

Mimo to odsetek osób korzystających z bibliotek pozostaje niewielki. W sondażu z 2016 roku zanotowaliśmy nieznaczny spadek względem badania za rok 2015, zarówno w deklaracjach dotyczących częstotliwości odwiedzin w bibliotekach, jak i w udziale książek wypożyczonych z bibliotek wśród przeczytanych przez naszych badanych pozycji. Osobiste odwiedziny w jakiejkolwiek bibliotece zadeklarowało 16% badanych, spośród których niektórzy korzystali z więcej niż jednego typu bibliotek, np. szkolnych i publicznych

Magia kina działa też na świat czytelników. Każda ekranizacja sprawia, że nawet ci, którzy książek nie czytają, sięgają po pozycje, które są w kinach. Zwłaszcza, gdy film sięga po wielotomowy tytuł książkowy. Fenomen „Pięćdziesięciu twarzy Greya” potwierdził to doskonale.

Czytelnicy chętnie wybierają nowości, tytuły, o których się mówi i które w formie ekranizacji ogląda się na wielkim ekranie. Nawet tych, którzy z książkami nie są zaprzyjaźnieni i czytają je sporadycznie, wydarzenie czytelnicze – tekst, o którym jest w ich otoczeniu głośno – potrafi zmobilizować do lektury. Dostrzegalną zmianą w obiegu książki jest pojawienie się w najszerszym obiegu także nowości wydawniczych nowych polskich autorów, czego przykładem jest twórczość Katarzyny Bondy i księdza Jana Kaczkowskiego. Najbardziej poczytne są jednak książki E. L. James i Pauli Hawkins. Literatura fantastyczna pozostaje w niszach swoich publiczności czytelniczych, najczęściej młodzieżowych, chyba że zyskuje wsparcie w postaci ekranizacji. Literatura wysokoartystyczna, znajdująca uznanie krytyków wyrażające się nagrodami i pochlebnymi recenzjami, nie przebija się do masowego obiegu.

W tym roku również załapię się do tego niewielkiego procenta społeczności, bo siedem książek w 2017 roku mam już za sobą. I nie pozostaje mi nic innego, jak czytać WIĘCEJ!

Pamiętajmy jednak, że raport to tylko statystyki. Ważne jednak, by ciągle problem nagłaśniać i co najważniejsze – zachęcać bliskich do czytania.

* Źródło cytatów: Czytelnictwo Polaków 2016 – raport Biblioteki Narodowej


Co najmniej siedem książek w roku 2016 przeczytało 10 procent Polaków. Jedną – 37 procent. 63 procent Polaków nie czyta. Biblioteka Narodowa opublikowała raport czytelnictwa za ubiegły rok i w Internecie znowu poruszenie. Poruszę się i ja.

Co roku raport Biblioteki Narodowej dotyczący czytelnictwa w Polsce jest szeroko komentowany, a cały ogrom ludzi analizuje, płacze i załamuje ręce. Bo jak to tak? 63 procent Polaków nie sięgnęło po ani jedną książkę?! To przecież nic zaskakującego – raport co rok wskazuje to samo. Czemu w roku 2016 miałoby być inaczej…

Obszerny raport dostępny jest w sieci, każdy może go przeczytać. Jest tam wiele analiz, porównań i statystyk. Które są najciekawsze?

Z perspektywy czasu widać, że w latach 2004–2008 liczba deklarujących lekturę co najmniej jednej książki w ciągu roku wyraźnie spadła. O ile przed tym okresem odsetek czytelników oscylował wokół 55%, o tyle od 2008 roku wynosi około 40%. W tym samym czasie wyraźnie zmalał odsetek czytelników intensywnych, a więc takich, którzy czytali 7 i więcej książek w ciągu roku. Spadek z poziomu około 22% do około 10–11%, a więc o połowę, potwierdza, że we wskazanym okresie dokonało się istotne zmniejszenie społecznego zasięgu książki. *

Odkrywczy nie jest też fakt, że na czytelnictwo wpływa otoczenie. Miłość do książek wynosi się z domu, od rodziny, przyjaciół. Sama chyba zaczęłam czytać, bo widziałam, że ciągle robi to mój ojciec. I nie ukrywajmy – mając otoczenie, które na każde wasze wyciągnięcie książki reaguje negatywnie, nam samym odechciewa się znoszenia ciągłych „docinek”, nawet tych robionych ze uśmiechem.

Jakkolwiek czytanie książek koreluje z wykształceniem na poziomie wyższym, to nie wykształcenie jednostki, lecz jej środowisko społeczne oddziałuje pozytywnie z największą siłą – poprzez dokonującą się w rodzinie socjalizację czytelniczą, a jeszcze bardziej przez wpływ otoczenia: domowników, przyjaciół czy znajomych.

Kolejny problem – wysokie ceny książek. Coraz mniej jest też domowych bibliotek. Tu pojawią się głosy, że po co książki chomikować, lepiej np. sprzedać i w ich miejsce kupić nową.  Ale mimo wszystko domowa biblioteczka to coś pięknego i motywującego do dalszego czytania. Są też i książki w formacie cyfrowym, których na półce postawić się nie da.

Coraz więcej osób deklaruje, że nie kupuje książek, stąd coraz więcej jest takich gospodarstw domowych, w których nie ma ani jednej książki (22%). Większość domowych bibliotek składa się z mniej niż 50 tomów (64%), a takie, w których jest ich co najmniej 500, stanowią około 2%. Księgozbiory domowe funkcjonalizują się pod kątem potrzeb edukacyjnych – rośnie odsetek tych, w których znajdują się wyłącznie podręczniki i książki dla dzieci.

Jakkolwiek książki w formacie cyfrowym (e-booki, skany drukowanych książek, a także audiobooki) to bardzo niewielka część wskazanych jako czytane lub słuchane tytułów, liczba legalnie bądź nieformalnie pobranych z internetu książek, a także liczba deklarujących to osób, systematycznie rośnie.

Nie dziwi też informacja, że sięgamy po książki literatury popularnej, rozrywkowej. Czytamy to, co modne, co głośne i kontrowersyjne. I niestety – na tym poprzestajemy. A przecież to doskonała okazja do poznania nowych autorów i gatunków, poszukiwania czegoś bardziej ambitnego, czegoś, co prócz rozrywki, zaoferuje nam też wartość np. edukacyjną. Oczywiście – książki to rozrywka i sięganie po lekką literaturę nie jest niczym złym. Warto jednak od czasu do czasu sięgnąć po coś innego.

Najczęściej wymienianym autorem czytanych w 2016 roku książek był Henryk Sienkiewicz. Zaraz za nim znalazła się E. L. James z Pięćdziesięcioma twarzami Greya. Tak jak w poprzednich latach Polacy czytali przede wszystkim literaturę popularną – powieści sensacyjno-kryminalne romansowo-obyczajowe. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się książki stanowiące podstawę adaptacji filmowych. Zjawiskiem do niedawna nieznanym jest zyskiwanie masowej popularności przez nowe powieści napisane przez polskich autorów.

„Emocjonalne odrzucenie lektury”. Nie czytamy bo nie wiemy co czytać, by przyjemnie spędzić czas.  A by znaleźć to, co nas pasjonuje, potrzeba czasu i eksperymentowania.

Generalnie nieczytający to najliczniejszy segment, do którego należy prawie co drugi z naszych respondentów (48%). Są to osoby, które nawet jeśli czasem coś czytają, to robią to sporadycznie, sięgając po prasę lokalną lub tabloidy. To, co je wyróżnia, to emocjonalne odrzucenie lektury, a zwłaszcza książek. Nie czytają i nie lubią tego robić, choć pewnie czasem zdarza im się zrobić wyjątek dla jakichś książek funkcjonalnych czy autorów w stylu E. L. James lub Dan Brown.

Raport mówi, że kobiety czytają częściej. Przyznam, że nieco mnie to zaskoczyło. Mężczyzn czytających wydaje mi się, że jest jednak tylu samo co pań.

Od dawna sygnalizujemy w naszych raportach, że kobiety czytają książki częściej, robią to z większą intensywnością oraz chętniej angażują się w towarzyszące książkom interakcje społeczne (wzajemne pożyczanie, wypożyczanie z bibliotek, rozmowy o książkach i rekomendacje lekturowe).
Coraz rzadziej korzystamy też z bibliotek. Na to wpływa wiele czynników – zbiory, dostępność biblioteki, personel.

Mimo to odsetek osób korzystających z bibliotek pozostaje niewielki. W sondażu z 2016 roku zanotowaliśmy nieznaczny spadek względem badania za rok 2015, zarówno w deklaracjach dotyczących częstotliwości odwiedzin w bibliotekach, jak i w udziale książek wypożyczonych z bibliotek wśród przeczytanych przez naszych badanych pozycji. Osobiste odwiedziny w jakiejkolwiek bibliotece zadeklarowało 16% badanych, spośród których niektórzy korzystali z więcej niż jednego typu bibliotek, np. szkolnych i publicznych

Magia kina działa też na świat czytelników. Każda ekranizacja sprawia, że nawet ci, którzy książek nie czytają, sięgają po pozycje, które są w kinach. Zwłaszcza, gdy film sięga po wielotomowy tytuł książkowy. Fenomen „Pięćdziesięciu twarzy Greya” potwierdził to doskonale.

Czytelnicy chętnie wybierają nowości, tytuły, o których się mówi i które w formie ekranizacji ogląda się na wielkim ekranie. Nawet tych, którzy z książkami nie są zaprzyjaźnieni i czytają je sporadycznie, wydarzenie czytelnicze – tekst, o którym jest w ich otoczeniu głośno – potrafi zmobilizować do lektury. Dostrzegalną zmianą w obiegu książki jest pojawienie się w najszerszym obiegu także nowości wydawniczych nowych polskich autorów, czego przykładem jest twórczość Katarzyny Bondy i księdza Jana Kaczkowskiego. Najbardziej poczytne są jednak książki E. L. James i Pauli Hawkins. Literatura fantastyczna pozostaje w niszach swoich publiczności czytelniczych, najczęściej młodzieżowych, chyba że zyskuje wsparcie w postaci ekranizacji. Literatura wysokoartystyczna, znajdująca uznanie krytyków wyrażające się nagrodami i pochlebnymi recenzjami, nie przebija się do masowego obiegu.

W tym roku również załapię się do tego niewielkiego procenta społeczności, bo siedem książek w 2017 roku mam już za sobą. I nie pozostaje mi nic innego, jak czytać WIĘCEJ!

Pamiętajmy jednak, że raport to tylko statystyki. Ważne jednak, by ciągle problem nagłaśniać i co najważniejsze – zachęcać bliskich do czytania.

* Źródło cytatów: Czytelnictwo Polaków 2016 – raport Biblioteki Narodowej

Kontynuuj czytanie

Józef Ignacy Kraszewski to według mnie pisarz niedoceniony. Wspominałam o tym kilka lat wcześniej, kiedy to zupełnie przypadkiem w moje ręce wpadły Zygmuntowskie czasy. Była to powieść, która przekonała mnie, że utwory maglowane na lekcjach języka polskiego nie do końca odkrywają przed nami wspaniałość rodzimych autorów. Dlatego po nowe wydanie książki Lubonie sięgnęłam z wielką ochotą.


Do trzech razy Natalie ma być zakończeniem serii o siostrach Sucharskich. Po pożegnaniu spodziewałam się fajerwerków, a dostałam… No cóż, dalej jest to dobra powieść, ale mimo wszystko najsłabsza z całej trójki.

Małgorzatę Halber kojarzyć będą wszyscy, którzy miedzy rokiem 2000 a 2011 oglądali program muzyczny Viva. Na stacji puszczano jeszcze wtedy muzykę, nie było żadnych reality show, a prezenterzy nie tylko dobrze wyglądali, ale posiadali jakąkolwiek wiedzę o muzyce. 


To chyba jeden z lepszych stosów w mojej historii. Każdą z tych książek chcę przeczytać jak najszybciej.

Biorąc Tysiąc imion do ręki liczyłam na fantastykę. Widząc objętość tej książki, liczyłam na długą, ale doskonałą rozrywkę. Pomyliłam się w jednym. Django Wexler nie napisał pełnokrwistego fantasy, a powieść… wojenną. Choć nie pozbawioną elementów nadprzyrodzonych.


"Chustka". Czytana już jakiś czas temu, ciągle jeszcze pozostaje żywa w pamięci. Przypominam więc moją recenzję książki. Liczę też na to, że niedługo uda mi się obejrzeć film.