Jak zachować przyjemność czytania?


Chyba każdy mol książkowy łapie się na tym, że czytanie nie sprawia mu przyjemności. Każda strona ciąży i wprost nie chce nam się kontynuować lektury. Łapiemy coś na kształt depresji, a otoczenie zaczyna się dziwić, dlaczego kolejny dzień spędzamy bez książki. Ja właśnie chyba znalazłam na to receptę!

Dlaczego nagle przestaje nam się chcieć, a to, co zawsze uwielbialiśmy, zaczyna nas męczyć? Prosta odpowiedź - czytamy za dużo i za szybko! Oba te warunki występujące równocześnie skutecznie zniechęcają do czytania. Widząc kątem oka piętrzący się stos kolejnych książek, każda minuta spędzana nad obecną lekturą jest niewysłowioną męką. A jeśli dodatkowo wymaga ona od nas skupienia i czasu właśnie - frustracja murowana.

Wszystko dodatkowo potęguje fakt, że czekające na swoją kolej książki nie są nasze. Pożyczone z biblioteki czy od znajomych, egzemplarze recenzenckie - wszystkie są wyrzutem sumienia. Goni nas czas bo upływa termin zwrotu w bibliotece lub znajoma ciągle dopytuje się o swoją własność. Blogerów gonią terminy ustalone z wydawnictwem czy portalem dla którego piszą. 

Jest też taki prozaiczny problem  - po prostu chcemy wreszcie skończyć nudną książkę i sięgnąć po tę, która obiecuje solidną dawkę pozytywnych emocji. Niestety, nie da się uniknąć słabych pozycji. Niektórzy wyznają zasadę nie marnowania czasu na coś, co im się nie podoba. Jest przecież tyle innych ciekawych książek! Ja jednak należę do osób, które jak coś zaczną, to muszę skończyć (o dziwo, odnosi się to jedynie do czytania). Męczę się z takim gniotem nawet i kilka dni, głucha na wołanie innych lektur. 

Jak więc pozbyć się wyrzutów sumienia? Jak nie patrzeć na zegarek podczas czytania i oddać się mu w stu procentach?

Wraz z nowym rokiem postanowiłam uporządkować tę kwestię. Moim największym problemem były własnie książki pożyczone. Miałam ich całe stosy. Dlatego postanowiłam to zmienić (nie bez znaczenia jest też to, że zakończyłam pracę w księgarni, a to właśnie z niej pożyczałam najwięcej). Nie pójdę do biblioteki, nie będę polegać na znajomych - dołączam do akcji czytam-kupuję. Oczywiście zaraz pojawią się wątpliwości. Jak to kupować każdą książkę, którą chcę przeczytać? Czytając ich około stu rocznie, robi się z tego ładny wydatek. Też mi się tak wydawało. Jednak chwila zastanowienia daje łatwe rozwiązania. Z pomocą przyjdą tu różnorodne wyprzedaże, Allegro, tanie księgarnie, promocje... Spokojnie można zejść nawet poniżej średniej ceny 25 złotych za książkę. Ok, a skąd brać pieniądze? Trzeba zacząć oszczędzać. Zamiast pizzy, hamburgera czy kawy z bajerami odłożyć pieniądze na książkę. Zamiast nowej pary butów, które ubierzemy zaledwie dwa razy (przykład z mojego życia) - odłożyć na książkę. Zamiast nowego lakieru do paznokci - książka. Przykłady można mnożyć. Każdy z nas kupuje wiele rzeczy, które tak naprawdę nie są mu potrzebne. Trzeba to po prostu zacząć kontrolować. Przydaje się też stały dochód...;)

Niektórzy zadadzą pytania: przeczytam książkę raz, a później co z nią zrobię? No cóż, jeśli masz taki problem, to coś z Tobą nie tak...

Kontrolować trzeba też jeszcze jedno. I to jest chyba najtrudniejsze. Musimy nauczyć się realnie oceniać nasze możliwości czytelnicze. Kupujemy, budujemy piękne stosy, a później robimy wpisy o tym, jak to wielkie zaległości mamy. 50, 100, 200 książek, które leżą nieprzeczytane - to nie powód do dumy, a jedynie do zastanowienia. Przecież nie musimy kupować nowości od razu. Książki, to nie świeże bułeczki, nie znikają w pięć minut. Można je spokojnie znaleźć w jakiejkolwiek księgarni, a dodatkowo kupić ze sporym rabatem. Oczywiście istnieje choroba, która każe nam kolekcjonować kolejne tytuły - sama ją mam. Trzeba jednak nad tym popracować, przejść na dietę. Trzeba zakończyć erę stosów i zaległości by wreszcie czytać na bieżąco. 

Czy nie lepiej jest usiąść z książką, wiedząc, że nie czeka żadna kolejna i nie goni nas czas? 


2 komentarze:

  1. Z jednej strony na pewno masz rację. Ale moim zdaniem to wierzchołek góry lodowej, bo świat przyspiesza i każdą czynność trzeba wykonywać, szybciej, prędzej, bo świat kończy się za chwilę Myślę że na nic postanowienia jeśli nie zmienimy myślenia. Czytanie ma być frajdą - a nie maratonem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Już od dawna doszłam do wniosku, że przynosząc książki z biblioteki nadaję im priorytet. Katuję te wszystkie pieczołowicie wyszukane na bibliotecznych półkach tytuły, czasami z konieczności muszę je prolongować, a tymczasem moja własna biblioteczka stoi pełna mocno już przykurzonych książek, które ciągle obiecuję sobie wreszcie przeczytać.


    Dlatego zastosowałam surowe i dosyć kategoryczne embargo. Od ponad roku nie wypożyczam książek z biblioteki. Ponadto nie zamawiam nowych książek recenzyjnych - nie cieszy mnie czytanie i pisanie recenzji na akord. Tylko czasami jak jakiś tytuł mocno wpadnie mi w oko pozwalam sobie zamówić recenzyjnego ebooka. Wiem, że po niego sięgnę szybciej i nie będzie mnie to "bolało".


    Za to kupuję i dostaję książki, które chcę mieć. Nie jakoś dużo, tak w sam raz. Czytam tylko to co mam już na półce czy tej rzeczywistej, czy tej wirtualnej.


    Wspaniale jest nie musieć się już spieszyć :)

    OdpowiedzUsuń