Książkowe zaległości

Wraz z nowym rokiem, postanowiłam zrobić przegląd moich zaległości. Powyjmowałam z półki te książki, które jeszcze nie zostały przeze mnie przeczytane. Stos rósł...


Ostatecznie chyba nawet nie jest tak źle:

Jednak, gdy spojrzę na to z szerszej perspektywy... Mam masę książek, które chcę przeczytać już TERAZ natychmiast! A na te pozycje ze zdjęcia znowu nie będę miała czasu. Co gorsze, na półce ciągle pojawia się coś nowego. (Właściwie nie na półce tylko obok niej - brak miejsca zaczyna mi poważnie doskwierać.)

Chciałabym wreszcie usiać z książką Cherezińskiej w ręce. Albo z Wiedźmą! Oj, jak ja za nimi tęsknię! A Feist? Moja dawna wielka miłość i  boję się powrotu do niej - co będzie jak się rozczaruję? Jest jeszcze zaległy Tolkien. Sama się sobie dziwię, że jeszcze ich nie przeczytałam. Musi się to zmienić!

2 komentarze:

  1. Same wspaniałości!
    Przede wszystkim moje trzy miłości: Marquez, Murakami i Larsson, obok siebie. W dodatku Cherezińska, na którą mam chrapkę odkąd zakupiłam "Koronę śniegu i krwi". Tolkien, który jest moim wyrzutem sumienia. I oczywiście G. Martin, po którego "Grę o tron" sięgam, gdy tylko skończę obecnego ebooka (zostało mi tylko 20% książi :P) - tak sobie obiecałam.


    Miejsce na półce to natomiast temat rzeka, podobnie jak zaległości książkowe, które zalegają na regałach kilka miesięcy, może nawet lat. Ja mam na to patent - przestałam się przejmować, a jak mi brakuje miejsca to stosuję moją dwuetapową metodę:
    1. Sprawdzam czy coś mogę oddać do biblioteki. Jeśli tak to super, jeśli nie to patrz pkt. 2.
    2. Jeśli nic nie mogę oddać do biblioteki (zazwyczaj tak jest) to... kupuję nową półkę.


    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam podobnie. Ciągle tyle książek mam jeszcze do przeczytania a tu pojawiają się następne. Miłego czytania

    OdpowiedzUsuń