Terapia f**k it. Prosty sposób na szczęście - John C. Parkin

Źródło: profil The f**k it way na Facebooku.
Trwa okres postanowień, deklaracji zmian i snucia planów. Każdy chce, by ten rok był wyjątkowy, a on sam stał się człowiekiem silnym, odnoszącym sukcesy, zadowolonym z życia i szczerym uśmiechem na ustach. Wielu z nas zdecydowało, że wreszcie popracuje nad sobą. Nie chodzi tu jednak o zrzucenie zbędnych kilogramów, a o zmianę charakteru, podejścia do życia i otaczającej nas rzeczywistości. Tylko jak to wszystko osiągnąć?
Niektórzy motywacji w noworocznych deklaracjach będą szukali we wszelkiego rodzaju poradnikach. Problem pojawia się jednak już przy samym ich wyborze. Dla osób, które na co dzień mają do czynienia jedynie z beletrystyką, odnalezienie się w stosach literatury fachowej będzie nie lada wyzwaniem. A ja... ja również wam w tym nie pomogę. Możecie skorzystać tylko z mojej metody wyboru - popatrzcie na okładkę.

Mając tylko takie kryterium wyboru, nie miałam już problemów. Bo czy nie ma nic pięknego niż krzyczące z pierwszej strony przekleństwo? Terapia f**k it swoim minimalistycznym wyglądem i jakże chwytliwym hasłem, podziałała na mnie jak magnes. Moim marzeniem jest nie przejmowanie się zupełnie niczym, a do każdego kłopotu chce podchodzić z pewnością siebie i z zerowym strachem przed porażką. Poza tym chcę powiedzieć f**k it wszystkiemu co mnie denerwuje. Jakże więc mogłam zostawić tę książkę na półce?

Od razu zaznaczam, że na poradnikach nie znam się w ogóle. Te, które przeczytałam zawsze wydawały mi się zwykłym laniem wody, zbiorem powszechnie znanych mądrości, podanych w przystępnej formie. Nie wywołały jednak one u mnie żadnych zmian. Ba! Znudziły i zniechęciły, zabijając wszelkie ślady wewnętrznej motywacji. Mimo wszystko do Terapii f**k it podchodziłam optymistycznie. Myślałam, że to filozofia wręcz idealna dla mnie. 

Pomyliłam się...

To nie jest tak, że Parkin napisał beznadziejną książkę, a zawarte w niej informacje były stekiem bzdur. Co to, to nie! Pomijając jedną kwestię Terapia f**k it zawiera świetne porady, doskonały przepis na życie i mądrość zawartą w dwóch słowach. Bo po co mamy się przejmować rzeczami na które nie mamy wpływu? Po co zajmować się ludźmi, którzy wywołują w nas agresję? Po co męczyć się w pracy, której nienawidzimy? Po co zamartwiać się na zapas? Później przecież i tak okazuje się, że nic wielkiego się nie stało, a cała sprawa zakończyła się pozytywnie. Parkin zasypuje nas przykładami, a wytoczone argumenty ciężko będzie nam podważyć. Znamy to wszystko z autopsji, a jedyne co nam przeszkadza to fakt, że boimy się zmian i nie potrafimy tak po prostu być beztroskimi.

Terapia f**k it na pewno nie zmęczy was też formą. Parkin pisze w sposób lekki i zabawny. Humorystycznie ukazuje dane kwestie, argumentuje i pokazuje, że jego filozofia doskonale sprawdzi się w życiu każdego z nas. Dodatkowo wykorzystanie jakże popularnego wulgaryzmu przyciąga. Każdemu wymknie się niecenzuralne słowo, gdy wszelkie sposoby rozwiązania problemu zawodzą (ja jestem w tym niechlubnym mistrzem!). Nieprzejmowanie się to fantastyczny sposób na życie. 

O co więc chodzi?
Dla mnie każdy poradnik brzmi jak... sekta. Wydaje mi się, że jestem naciągana na jakąś nową religię, a podstawą skuteczności opisanych metod jest boski cud. Nie przekonują mnie medytacje, formy sięgania wgłąb siebie czy działanie na podświadomość. Wszystkie te piękne słowa ładnie brzmią, ale wydają mi się po prostu puste. Cóż, jedynym sposobem na sprawdzenie ich działania jest zastosowanie się do całości terapii. Tylko jak to zrobić, gdy myśli się, że to wszystko jest jedną wielką głupotą? Wszystkie poradniki, teksty motywacyjne i książki o samodoskonaleniu wydają mi się niedorzeczne. 

Pozostaje mi więc tylko sięgnięcie po książki z zakresu psychologii. A może lepszy okaże się tutaj psychiatra?

Tytuł: Terapia f**k it. Prosty sposób na szczęście
Autor: John C. Parkin
Wydawnictwo: Helion
Data wydania: 18 listopada 2013

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz