Temat rzeka, czyli o lekturach i klasyce w ogóle


O tym wpisie myślałam już od naprawdę długiego czasu. Jako polonistka, kwestię lektur i klasyki literatury widzę chyba w sposób nieakceptowalny dla większości społeczeństwa. Choć nie zawsze tak było... Wszystko sprowadza się do doświadczenia i chwili refleksji.

Do poruszenia tego tematu bezpośrednio skłonił mnie artykuł Remigiusza Mroza. Porównuje on Chłopów do Wielkiego Gatsby'ego. Już na pierwszy rzut oka widać, że ta pierwsza pozycja jest znacznie cięższa (dosłownie) niż dzieło Fitzgeralda. Ale całym tym tekście najbardziej poruszył mnie jednak fragment:
Lista lektur szkolnych powinna przede wszystkim składać się z książek, które są ciekawe. Które wykształcają w młodym czytelniku przekonanie, że podczas czytania można się rozerwać nie gorzej, niż przy odcinku Gry o Tron czy Suits. Nie chodzi nam przecież o to, by czytelnik uczył się zwyczajów chłopskich z początku XX wieku – to może robić na historii, albo w wolnym czasie, jeśli czuje taki wewnętrzny imperatyw. Nie chodzi nam też o to, by katować młodych ludzi nudnymi banialukami, które nauczą ich tylko jednego – jak przelatywać wzrokiem po tekście. I jak wyszukiwać odpowiednie strony, by przypisać je do wyznaczonych fragmentów. (http://blog.remigiuszmroz.pl/polskie-lektury/)
Przyznaję, że w szkole do lektur podchodziłam z wielką niechęcią. Czytałam większość, ale za cholerę nie rozumiałam po co. Krzyżaków prawie doczytałam do końca, przez całość potwornie się nudząc. Słysząc w liceum, że muszę przeczytać Potop, buntowałam się. Czytając takie lektury jak Konrad Wallenrod, Przedwiośnie czy Lalkę, zmuszałam się do każdej strony. Podobnie było z Chłopami. Teraz, po tych kilku latach wiem, że za wszystko winę ponosi system edukacji. Ale nie w kwestii doboru lektur - są bardzo OK. Winny jest tu tzw. rozkład materiału. Nauczyciel nie ma żadnych szans by przygotować ucznia do odbioru zadanej lektury! Ba! Nie ma szans na to by nawet omówić ją dokładnie i wyczerpująco!

Dlaczego to jest takie istotne? Studiując filologię polską na poznanie lektur ma się więcej czasu. A może nawet nie to. Każda z lektur przypisana jest przecież do jakiegoś okresu literackiego. I te okresy literackie na studiach omawiane są godzinami. Na lekcji języka polskiego sprowadza się to do przeczytania suchej notatki z podręcznika. Książka nie jest wyciągnięta znikąd - dopasowana jest do epoki, wydarzeń, specyfiki danego okresu. A to, czytając lektury i klasykę literatury w ogóle, jest niezbędne! Współczesna literatura to w dużej mierze literatura rozrywkowa. Dawniej coś takiego właściwie nie istniało. Setki zapełnionych stron miały pełnić swoją funkcję, miały przenosić naukę i oddawać problematykę swoich czasów.

Czy lista lektur powinna zawierać książki, które są ciekawe? Oczywiście. Czy takie zawiera? Oczywiście! Po dziesięciu latach nie mogłam oderwać się od Krzyżaków i Potopu. Nie przerażała mnie ich długość i tematyka bo w końcu wiedziałam po jaką cholerę Sienkiewicz je napisał. Podobnie było z Przedwiośniem, Lalką, Nad Niemnem i wieloma innymi. 

Czy faktycznie nie chodzi o to, żeby uczyć się zwyczajów chłopów z XX wieku? Podstawą Nobla dla Reymonta było właśnie to ukazanie wsi i jej mieszkańców. Jak już wspomniałam wcześniej, książka kiedyś miała COŚ ukazywać, miała uczyć. Ukazanie zwyczajów chłopów z XX wieku jest więc nieodłącznym elementem Chłopów. Każda z lektur pokaże nam coś charakterystycznego dla danej epoki. Tu jest to własnie fascynacja wsią, podobnie jak chociażby w Weselu Wyspiańskiego. I o tej wsi wspomnieć trzeba. Teraz pytanie - czy nie można do kanonu lektur włączyć chociażby Wiedźmina? Można, ale po co? Do książek Sapkowskiego nie trzeba nikogo namawiać. Poza tym to literatura czysto rozrywkowa. Do klasyki jednak potrzebny jest przewodnik. Powiecie, że przecież szkoła ma popularyzować czytanie, a obecnie do niego zniechęca. I w tym momencie wszystko sprowadza się do jednej kwestii - trzeba wytłumaczyć po co tę książkę się na lekcji języka polskiego czyta. Ale wytłumaczyć zanim uczeń po tę książkę sięgnie. Młodzi ludzie nie pamiętają dat, nie skojarzą więc czasu akcji z wydarzeniami historycznymi, o których gdzieś tam kiedyś się uczyli. Poza tym każdy Polak musi znać swoje dziedzictwo narodowe. Gdzie ma je poznać jeśli nie w szkole właśnie?

Kanon literatury to książki wymagające, trudne w odbiorze. Sama miałam z nimi problem. Ba, nadal mam. Dlatego to szkoła musi uczniowi pomóc. Tylko jak to zrobić, gdy nie ma się czasu? Gdy trzeba dzieci nauczyć myślenia schematycznego, a nie samodzielnego? Gdy kolejne godziny poświęca się na rozwiązywanie bezsensownych egzaminów? Może właśnie zamiast nic nie wnoszących egzaminów na koniec podstawówki i gimnazjum, warto te godziny poświęcić właśnie na naukę? Może zamiast kolejnego apelu z okazji Pierwszego Dnia Wiosny poczytać z dzieciakami? Może zamiast wyjścia do kina na wątpliwej jakości ekranizację lektury, pójść do muzeum? Może zamiast pierdyliona wierszy i wyciągniętych z kontekstu fragmentów powieści, wybrać kilka dzieł najbardziej reprezentatywnych, najważniejszych, przełomowych i im poświęcić więcej czasu? To jednak wymaga kolejnej zmiany zakresu materiału...

Kilka słów odnośnie kanonu literatury ukazało się także na Wielkim Buku. Zacnie prawią!

(Źródło zdjęcia)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz