Zwycięzca bierze wszystko - Aneta Jadowska


Seria o przygodach Dory Wilk to jedna z tych, która sprawiają mi wiele problemu. Czytam bo zaczęłam. Czytam i się z tego śmieję. 

Dlaczego? Bo sięgam po książki Anety Jadowskiej a nie chcę. To ciekawe zjawisko. Pisałam, że Złodziej dusz mnie rozczarował. Dałam szansę Bogowie muszą być szaleni, ale fajerwerków również nie było. Teraz sięgnęłam po Zwycięzca bierze wszystko. Potwierdza się to, że im dalej tym gorzej. Niestety, bo wydaje mi się, że seria ta miała spory potencjał. Sama tematyka, połączenie aniołów i diabłów, zaznaczenie ich wspólnego pochodzenia i silna kobieta, a na dodatek wiedźma - to musiała być znakomita czytelnicza uczta. I takie te książki są dla większości czytelników. Dla mnie nie. 

Zwycięzca bierze wszystko zaczyna się bezpośrednio w miejscu gdzie zakończyła się druga część. Między Dorą, Joshuą i Mironem zawiązał się triumwirat. Trójka przyjaciół połączyła się na stałe, podzieliła się swoimi talentami choć przemiana okazała się wyjątkowo bolesna i nieprzewidywalna. Wiedźma, anioł i diabeł to teraz chodzący wulkan, gotowy wybuchnąć w każdej chwili. Żeby uspokoić całą sytuację, bohaterowie postanawiają wyjechać. Trafiają do rodzinnego domu Dory, pełnego wspomnień. Niekoniecznie dobrych. Wiedźma będzie musiała więc zmierzy się z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Czeka ją bowiem kolejna tajemnica do rozwiązania, kolejne niebezpieczeństwa i rewolucja w piekle, której za wszelką cenę trzeba zapobiec.



Tym, co nie pozwalało mi na odłożenie tej książki na bok, był fakt, że coś się działo. Pomysł na akcję cały czas ratuje całą serię i ciągle ma się nadzieję, że skończy się ta pewna ckliwość. Dora z każdej opresji wychodzi cało, pokazuje swoją niezrównaną siłę, a przy okazji każdego problemu pokaże swoje nowe talenty. Z łatwością zapobiega rewolucji w piekle. Aż żal, że ten jakże ciekawy i niespodziewany wątek, skończył się w dwóch zdaniach. Miron dalej nie jest diabłem. Nie przekonuje mnie to inne ukazanie piekielnika. A Joshua? Jakoś w tej części przygasł. 

A wiecie co było najgorsze? Cukierkowo mdłe określenia Dory... Miałam dosyć tych dziewczynek, kotków, słonek i innych misiów pysiów powtarzających się zdecydowanie zbyt często. Naprawdę zrobiło się słodko, co było nieco mocno kontrastowe biorąc pod uwagę bohaterów i tematykę. Nie pasowało mi to zupełnie, zwłaszcza, że i Dora i Miron i Joshua (o Lucyferze nie wspominając) to mocno wiekowe bestie! 

Jedna z użytkowniczek serwisu Lubimy Czytać napisała, że z Dory autorka zrobiła boginię zarąbistości. Trudno to lepiej ująć...

1 komentarz:

  1. Z Dorą mam taki problem, że przeczytałam pierwszy tom i było ok, chociaż przypominał mi kilkadziesiąt innych książek z gatunku "paranormal-thriller-romance" które czytałam. A im więcej dowiaduje się o kolejny książkach o Dorze, tym bardziej mam ochotę je przeczytać, żeby się pośmiać i zobaczyć, czy naprawdę są AŻ TAK złe...

    OdpowiedzUsuń