[Oceniam] Szamanka od umarlaków - Martyna Raduchowska


Kupiłam Demona luster Raduchowskiej. Nieco nierozważnie biorąc pod uwagę fakt, że nie czytałam Szamanki od umarlaków. Było to też głupie ponieważ pierwszej części przygód Idy Brzezińskiej właściwie nie da się już kupić. Musiałam zadowolić się ebookiem.

O Szamance dało się słyszeć wiele dobrych słów. Lekka i przyjemna lektura, pełna humoru i magii. I tak faktycznie jest. Ida Brzezińska co rusz pakuje się w kłopoty, wypełnia się jej przeznaczenie, od którego tak mocno starała się uciec. Niestety, magiczne dziedzictwo dopadło także ją. Pochodząc ze znamienitej rodziny obdarzonej talentem nie mogło być inaczej, choć Idę skazywano już na rolę czarnej owcy. Chociaż… chyba niezbyt cieszy fakt, że młoda Brzezińska okazała się medium, szamanką od umarlaków, które bardzo mocno przyciąga zmarłych.

Ida okazała się osobą, która miała w nosie magiczny talent. Dorastając w środowisku wiedźm, czarodziejów i tym podobnych osobników, chciała wieść normalne życie. Nieujawniający się długo talent dawał nadzieję, ale niestety – Ida zobaczyła zmarłego i to takiego, z którym związała ją silna więź. Bohaterka próbuje uciec do Wrocławia, rozpocząć studia i zapomnieć o wszystkim. Ale już pierwszego dnia poznaje Joannę, ducha zmarłej w akademiku dziewczyny. Każdego dnia przyciąga nową zbłąkaną duszą, co w końcu staje się nie do wytrzymania. Z pomocą przychodzi ciotka Tekla, która zajmie się szkoleniem Idy i wprowadzeniem jej w trudny fach szamanki. Problemy pierwszej pracy okażą się znacznie poważniejsze bo w całą sprawę zamieszane są niezbyt przyjazne demony.

Mocnym elementem Szamanki od umarlaków jest sama Ida Brzezińska. Co prawda można zarzucać jej nieco marudny charakter, ale jej dystans do życia i wrodzone lenistwo sprawiają, że staje się bohaterką, której nie da się nie lubić. Ida próbuje być kimś normalnym, chce odrzucić dziedzictwo, wiedząc jak wiele problemów ono sprawia. Okazuje się, że dostaje chyba najgorszy talent. Przeprowadzanie zmarłych na drugą stronę czasem staje się nieprzyjemne, zwłaszcza że dusze często nie wiedzą, że zakończyły swój ziemski żywot. Poza tym Ida niejako przewiduje śmierć konkretnych osób i jako szamanka, nie może temu zapobiec.

Szamanka od umarlaków to, pomimo dużej ilości śmierci, pozytywna lektura, która wiele od nas nie wymaga. Dużo tu humoru, który każdemu przypadnie do gustu. Sporo się też dzieje i do końca nie wiadomo, jak potoczą się losy bohaterów. Martyna Raduchowska postanawia zostawić czytelnika w dużej niepewności, a na ostateczne rozwiązanie sprawy przyjdzie nam poczekać. Na ostatnich stronach Szamanki Ida wpakowała się w niezłe kłopoty, a poradzić sobie z nimi będzie musiała na kartach Demona luster. Trudno mi jednak powiedzieć, że książka Raduchowskiej jest doskonała – oczekiwałam czegoś lepszego. Ciągle na myśl przychodziła mi seria Olgi Gromyko, która zdecydowanie stoi na wyższym poziomie. Niemniej jednak wydaje mi się, że Demon luster będzie lepszy. Na jakiej podstawie tak sądzę? Trudno powiedzieć – intuicja?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz