[Oceniam] Tajemnica Pani Ming - Eric-Emmanuel Schmitt



Pomimo słabych poprzedniczek, Tajemnica Pani Ming musiała trafić w moje ręce. Jestem przyzwyczajona do Schmitta, a autor jest na tyle złośliwy, że zmusza do sprawdzania, czy nowe książki w jakimś stopniu nawiązują jakością do tych z początku twórczości.

Pani Ming ma tajemnicę. Posiada dziesięcioro dzieci, choć w Chinach można mieć tylko jedno. Pewien Francuz, główny bohater opowiadania, nie za bardzo chce wierzyć dobrotliwej Chince. Niemniej jednak kobieta go w jakiś sposób przyciąga. Jak to możliwe? Przecież jest ona zwykłą osobą w dodatku pilnującą hotelowych toalet. Dlaczego więc zaskakuje swoją mądrością i przenikliwością? Bohaterowi przyjdzie rozwikłać zagadkę pani Ming. Najpierw jednak musi przeprowadzić małe śledztwo. Nie wie jeszcze, że odkrycie tajemnicy zmieni również jego życie...

Schmitt po raz kolejny zaserwował czytelnikom małych rozmiarów opowiastkę. Ładne wydanie, filozoficzna treść, orient... to wszystko ma przywołać wspomnienia poprzednich utworów francuskiego pisarza. A właściwie zdaje się, że w jakiś sposób Tajemnica pani Ming miała dorównać Oskarowi i pani Róży. Nawiasem mówiąc, mam dosyć powoływania się na tą krótką, bestsellerową powieść Schmitta! Wiem, że jest ona najbardziej znana, ale Schmitt stworzył równie dobre dzieła! O ile nie lepsze... Ale wracając do tematu - czytając Tajemnicę pani Ming miałam wrażenie, że jest to książka lepsza niż Małżeństwo we troje, Intrygantki czy Kobieta w lustrze. Powiem więcej - nowe dzieło Schmitta skończyło się za szybko!



Tajemnica pani Ming powinna być kilkusetstronicową powieścią. Przyznam, że mam dosyć tych krótkich form, bo o ile mogą być chwilową odskocznią, tak na dłuższą metę mogą dawać wrażenie, że Schmitt nie ma już o czym pisać. Chciałabym, aby spod jego pióra wyszło coś na kształt Przypadku Adolfa H. A jeśli nadal ma to być coś niezbyt pochłaniającego - życzyłabym sobie drugich Małych zbrodni małżeńskich. Niestety, Tajemnica pani Ming to nadal dosyć przeciętny utwór. Trudno się w niego wciągnąć, zagadka nieciekawa, a bohaterom poświęcono mało czasu, co właściwie jest pokłosiem doboru gatunku. Jest mądrze, filozoficznie, rodzinnie - to u Schmitta normalne. Jego historie zawsze w jakiś sposób poruszają. Ale jak udowodnił w Małżeństwie we troje, mocne emocje mieszają się z tymi słabszymi. 

Czy warto sięgać po Tajemnicę pani Ming? Cóż, fanów Schmitta nie trzeba przekonywać. Oni zawsze sięgną po najnowszą powieść, choćby zbierała same negatywne recenzje. Jedynym plusem tej krótkiej formy jest fakt, że nawet jeśli już po nią sięgniemy i nam się ona nie spodoba, to nie mam poczucia straty czasu. Tę historyjkę czyta się w godzinę - to naprawdę niewiele. Biorąc pod uwagę cztery ostatnie książki Schmitta - ta jest najlepsza. Oczywiście w Małżeństwie we troje znalazły się lepsze opowiadania, ale jako całokształt Tajemnica... dostaje ode mnie wyższą ocenę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz