[Oceniam] Zorkownia - Agnieszka Kaluga


Gdyby nie masa informacji o Zorkowni, nigdy bym po nią nie sięgnęła. Kupując ją nie wiedziałam o czym jest. Poddałam się medialnemu szumowi. Nawet nie wiedziałam, że Zorkownia to bardzo popularny blog, obsypany licznymi nagrodami... Moje ogarnianie rzeczywistości wprost nie zna granic!

Zorkownia to papierowa wersja bloga Agnieszki Kalugi. Znajdują się w niej posty z początków pracy autorki w hospicjum. Wraz z nią wdrażamy się w specyfikę pracy wolontariusza, wdrażamy się w cierpienie i umieranie. Towarzyszymy bohaterce nie tylko w jej pracy - poznajemy też uczucia, emocje, myśli... W Zorkowni pokazane jest nie tylko cierpienie pacjentów, ale i ich rodzin. To historie tragiczne, życie przerwane często zbyt szybko. Ale... czy śmierć przychodzi kiedykolwiek w odpowiednim momencie?

Nie mogłam Zorkowni czytać bez przerwy. Mimo że czyta się ją niezwykle szybko, to jej tematyka nie pozwala na nieustanne tkwienie w ukazanej rzeczywistości. 



Tematyka choroby i umierania nie jest łatwa również pod względem tego, jak się o niej pisze. Agnieszka Kaluga postawiła na prostotę, oszczędność słów, które doskonale oddają rzeczywistość. Byłam pod wrażeniem tego, jak autorka pisze o śmierci, pustce, braku nadziei. Doskonały dobór słów i swego rodzaju lekkość, zaskakują. Zorkownia to dopracowana całość, którą mimo wszystko trzeba sobie dawkować. Dlaczego?

Agnieszka Kaluga chwyta za serce. Ta książka naprawdę zmusza do przemyśleń, pokazuje rzeczywistość ze wszystkimi jej zaletami i wadami, nie boi się trudnych tematów i nie boi się pokazywania cierpienia. Wraz z autorką-bohaterką przeżywamy każdy moment, mimo że to już odległa przeszłość, a niektóre rany zdołały się już zabliźnić. Czasem próbujemy sobie wyobrazić jak my byśmy postąpili nie tylko na miejscu autorki, ale i opisanych przez nią pacjentów i ich rodzin. Zorkownia wzrusza i... przeraża. Bo co jeśli historie zupełnie obcych nam ludzi, kiedyś staną się naszymi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz