[Oceniam] Położna. 3550 cudów narodzin - Jeannette Kalyta


Skrajnie głupią decyzją było przeczytanie tej książki, wychodząc z założenia, że nie chce się mieć dzieci. Bo ja nie chcę. Może kiedyś się to zmieni, na razie jednak widzę więcej wad macierzyństwa niż zalet. Dziecko w wieku od 1 do 15 roku życia wydaje mi się czymś totalnie nieznośnym, czymś co doprowadzi moją cierpliwość na sam skraj. 


Położną wzięłam kiedyś do ręki ot tak. W czasie pracy w księgarni - zero klientów, a książki trzeba znać. Inna sprawa, że czytanie jest zabronione pod każdym względem. Ale mniejsza o to... Jeannette Kalyta przyciąga nie tylko tematyką, ale swoim stylem co, przyznam całkowicie szczerze, było wieeelkim zaskoczeniem. Wydawało mi się, że to książka, która będzie się sprzedawać tylko i wyłącznie ze względu na tematykę. Większość ludzi uznaje poród za cud, a macierzyństwo za spełnienie wszelkich marzeń. Poza tym sceny z porodówki (jak i z wszelkiej szpitalnej działalności) to zawsze coś, co przyciąga. W Położnej już od pierwszych stron widać, że to książka przemyślana i dopracowana.

Oczywiście głównym wątkiem tej książki jest poród. W domu, w szpitalu, wśród rodziny czy w zupełnej samotności. Poród łatwy, z komplikacjami i tragicznym finałem. Po wielu latach pracy jako położna, autorka ma sporo do opisania. Wiele przeżyć i przemyśleń, które urodziły się w jej głowie. Jeannette Kalyta swoją pracę zaczynała w czasach, kiedy poród był dla większości traumatycznym przeżyciem. Niewykwalifikowana kadra, niechętna do niesienia pomocy i lekceważąca pacjentkę to coś, co musiało w końcu odejść w zapomnienie. Poród, w założeniu radosne wydarzenie, miał się wreszcie takim stać i Jeannette Kalyta podjęła starania by tak było.



Jak można się domyślać, młoda położna z głową nowych pomysłów bądź pomysłów czerpanych zza zachodniej granicy, nie była mile widziana na oddziale. Jej walka o godność rodzącej kobiety widoczna jest na każdej stronie tej książki. Pomimo tego że przytoczone historie są krótkie, Położna to spójna i niezwykle wciągająca całość. Nawet dla takiej macierzyńskiej ignorantki jak ja.

Położna. 3550 cudów narodzin to książka prosta, traktująca o codzienności. Autorka chciała przekazać jak wiele się zmieniło na przestrzeni lat, jak wiele pozytywnych zmian zaszło. Chciała również pokazać, że kobiety rodzące kilkadziesiąt lat temu zasługują na naprawdę wielki szacunek. Poród w tak okropnych warunkach musiał być strasznym przeżyciem. Szacunek jest tym większy, że kobiety te zdecydowały się na kolejne dzieci. Dla mnie to niewyobrażalne. 

Jeannette Kalyta chciała pokazać cud narodzin. Cud istnienia nowej istoty, owoc - w większości - miłości dwojga ludzi. Każdy, kto kocha dzieci, a jeszcze ich nie posiada, na pewno to dostrzeże. Położna dostarczy wielu wzruszeń i radości. To świetna książka - i piszę to całkowicie obiektywnie. Jakbym miała pisać o swoich prywatnych przemyśleniach - zostałabym chyba zlinczowana ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz