[Oceniam] Dwanaścioro z Paryża - Tim Willocks


Ślub to okazja do wspólnego świętowania. Zjeżdża się cała masa gości, z których większości nie widziało się od lat. Nie inaczej jest i na ślubie królewskim, choć tam zaproszeni to nieznajome twarze, które mają jednak duże znaczenie polityczne. Huczna impreza, która przeciąga się wręcz w nieskończoność. Jedna z takich imprez nieco wymknęła się spod kontroli. Mowa o małżeństwie Księżniczki Małgorzaty i króla Henryka Burbona.

Małżeństwo katoliczki i hugenota chyba nie mogło się dobrze skończyć. I chyba nie można było mieć nadziei, że w ogóle istnieje jakakolwiek szansa, że wzajemna niechęć religijnych przeciwników, nie wymknie się spod kontroli. Krwawe wesele paryskie lub Noc św. Bartłomieja to wydarzenie, które pozostaje w pamięci nawet po dziesiątkach lat od ukończenia szkoły. Może nie każdy wie jak, co, kto i po co - ale krwawy obraz wyświetla się niemal automatycznie. A teraz, jeśli czytaliście Religię, dodajcie do tej wielkiej zawieruchy postać Mattiasa Tannhausera. Obraz wyświetli się równie automatycznie...

Kiedy myślimy Mattias widzimy jedno - krew. Kiedy dodamy do porywczej natury bohatera Tima Willocksa dodamy polityczną zawieruchę, morze już przelanej krwi, porwanie ciężarnej żony i groźby śmierci dochodzące z każdej strony, to robi nam się niezły... kocioł. Włączenie się Mattisa w wydarzenia Nocy św. Bartłomieja okazało się niezwykle znaczące. Jedno wypowiedziane nieodpowiedniej osobie zdanie, zmienia kontrolowane zamieszki, w chaos. Nie można również uważać, że sam Tannhauser aktywnie nie włączy się w poszerzanie listy zabitych.

Jak wygląda cała sytuacja? Po latach względnej sielanki po tragicznych wydarzeniach na Malcie, Mattias nie tylko ma wierną żonę, ale i potomka w drodze. Co prawda zniknął z ich życia Orlandu, ale wszystko wydaje się względnie poukładane. Do czasu aż uparta Carla nie postanawia skorzystać z zaproszenia na królewski ślub i wyjechać do Paryża. Pomysł nie podoba się oczywiście Mattiasowi, co sprawia, że kochankowie rozstają się w złych relacjach. Tannhauser opamiętuje się jednak i postanawia ruszyć za żoną. Jak się okaże, spóźnił się dosłownie o kilka chwil... Carla wpada w sam środek krwawych wydarzeń nocy 23 sierpnia. Tylko dzięki wrodzonemu wdziękowi, sprytowi i ciąży, udaje się jej uniknąć śmierci z rąk Grymonde'a, króla złodziei i społecznych wyrzutków. Jej śmierć była jednak planem wysoko postawionych ludzi, nie może więc tracić czujności.



Mattias w tym samym czasie przemierza ulice ogarniętego chaosem Paryża. Z każdą ulicą odkrywa tragedię miasta i jego mieszkańców. Widzi zbrodnie, zepsucie i zakłamanie, ale dopiero docierając do Wersalu przekonuje się, że Paryż to dzieło samego diabła. A to dopiero początek przygód Tannhausera. Odnalezienie Carli okaże się wręcz misją niemożliwą. Co krok na jego drodze pojawiają się wrogowie. Na szczęście Mattias zyskuje również sprzymierzeńców. Wyjątkowych sprzymierzeńców. W podróży przez Paryż towarzyszyć mu będą... dzieci. Dwunastka niezwykłych młodych paniczów i dam, niesamowicie wpłynie na losy nieugiętego rycerza, bohatera maltańskich zmagań.

Ta dwunastka młodych bohaterów niesamowicie wpłynie również na samą książkę. Ich życie i osobowość dodadzą świeżości, nieprzewidywalności i kolorytu. Mattias, otoczony nie wielkimi wojami a jedynie niewinnymi istotami, wiele zyska. Przejdzie on zmianę, niejako dorośnie, nie tracąc jednak cech za które pokochali go czytelnicy.

Dwanaścioro z Paryża to powieść nieprzewidywalna. Co rusz bohaterowie napotykają nowe przeszkody. Sama akcja przeskakuje z działań Mattiasa, na losy Carli. Wprowadzeni do akcji nowi bohaterowie sprawiają, że cała książka sprawia wrażenie wypełnionej po brzegi. I ten przesyt niestety czasami dane jest nam odczuć. Liczba komplikacji i przypadków z czasem może zacząć irytować. Niektórzy mogą też nieco narzekać na przeobrażenie Mattiasa w rycerza na białym koniu, który rozpęta piekło, by odzyskać ukochaną kobietę. 

Ale Dwanaścioro z Paryża to nadal kawał dobrej literatury. Masywna, wielowątkowa, ociekająca niebezpieczeństwem i brutalna - niemal tak doskonała jak poprzednia Religia. To książka przy której nie da się nudzić. Każdy z jej bohaterów to wielka indywidualność, a Mattias dalej wiedzie w niej prym - sieje zniszczenie, zaskakuje pewnością siebie i umiejętnościami, nadal jednak mając dystans do otaczającej go rzeczywistości. 

Tylko pamiętajcie - jeśli chcecie cieszyć się przyjemnością czytania tej książki, koniecznie sięgnijcie po Religę. Nie chodzi tu jedynie o znajomość całości historii, a jedynie o czas, jaki spędzimy z Mattiasem i jego światem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz