[Oceniam] Wierni wrogowie - Olga Gromyko


Gdy usłyszałam, że Olga Gromyko wydaje nową książkę (a właściwie ta książka pojawia się na polskim rynku), wiedziałam że szybko będzie moja. Celebrowałam moment jej rozpoczęcia. Czekałam na spokój i  rezerwowałam czas. Bo Gromyko czyta się jednym tchem, od początku do końca, pilnując by nie nabawić się bólu mięśni od ciągłego śmiechu. A przynajmniej tak się jej książki czytało.

Olgę Gromyko pokochałam za kreację przewspaniałej wiedźmy W. Rednej. Wolha była bohaterką idealną - pewną siebie, bezczelną, co rusz pakującą się w kłopoty, z ogromnym poczuciem humoru. Świat wykreowany przez Gromyko również spełniał moje oczekiwania, a styl samej serii sprawiał, że czytało się ją jednym tchem. Co prawda nie przeczytałam wszystkich książek o wiedźmie. Przyczyna jest prosta - jednej części praktycznie nie da się zdobyć, a nie chcę kończyć przygody z Wolhą w taki sposób.

Dlatego do książki Wierni wrogowie podeszłam z ogromnym entuzjazmem. Zapowiedzi rysowały tę powieść jako zbliżoną do serii o Wiedźmie, co znalazło przełożenie w treści. Głowna bohaterka dosyć mocno przypomina Wolhę (? nie mam pojęcia jak poprawnie odmienić imię), choć trudno pozbyć się wrażenia, że Szelena jest jej marnym cieniem. Jest przebojowa, lubi kłopoty i ma cięty język, ale brakowało mi... autentyczności. Ciągle widziałam W. Redną, co pomimo jej licznych zalet, nie wpływa pozytywnie na Wiernych Wrogów. Podobieństw do serii o Wiedźmie jest zresztą znacznie więcej.



Sama Szelena jest wilkołakiem. Posiada nadzwyczajne zdolności, gdyż może sobie pozwolić na częściową zmianę postaci. Wybiórczo wykorzystuje wilkołacze zdolności, w pełni też kontroluje swoje przemiany. Ciągle jednak musi zmieniać miejsce zamieszkania - zawsze znajdzie się ktoś na tyle wścibski i podejrzliwy, kto odgadnie jej dziką naturę. Ale tym razem błąd popełnia Szelena. Postanawia zlitować się nad pobitym magiem (przedstawicielem profesji, której nienawidzi), przyjąć go pod swój dach i podjąć się jego leczenia. Wraz z nim w jej domu pojawia się jego irytujący uczeń. Sam mag - Weres, to postać skazana na wygnanie, co później okaże się kłopotliwe. Kiedy więc prawdziwa tożsamość Szeleny wyjdzie na jaw, a do tego dołoży się potępionego maga, cała trójka będzie musiała uciekać. Nie tylko przed mieszkańcami, ale i dziwnymi stworami, wilkołakami, magami... Dołączy do nich również smok-kolekcjoner niewieścich serc, potem jeszcze dziewczynka-półelf, magiczne konie, krasnoludy, same elfy... 

Dzieje się dużo. Sama grupka głównych bohaterów jest już ciekawostką samą w sobie. Wszyscy należą do "gatunków" wzajemnie się nieznoszących, a teraz przyjdzie im rozwiązywać razem światowe konflikty. Razem udadzą się również do innych ras... również za sobą nieprzepadających. Cała powieść oparta jest więc na wzajemnej niechęci, którą trzeba jakoś znieść i być może przezwyciężyć przyzwyczajenia, zmienić poglądy oparte na plotkach czy przekazywanych z pokolenia na pokolenie bajkach.

Pomimo całego kolorytu Wierni wrogowie odstają poziomem od serii o Wiedźmie. Wpływ chyba ma na to zbyt duże podobieństwo między obiema pozycjami. Trudno to nazwać czymś złym, mimo wszystko jakoś negatywnie wpływało to na mój odbiór Wiernych wrogów. Nie ciągnęło mnie do tej powieści tak jak do poprzednich Olgi Gromyko. Książka wciągnęła mnie właściwie w połowie - od tego momentu musiałam już przeczytać ją do końca. 

Wydaje mi się, że seria o W. Rednej była bardziej zaskakująca. W Wiernych wrogach tych zaskoczeń nie ma zbyt wiele. Znamy już styl autorki, znamy świat, bohaterowie też są jacyś tacy znajomi. Ale nie jest też tak, że Wierni wrogowie to książka zła. Czyta się ją dobrze. Jest lekko, przyjemnie, z mnóstwem przygód i z barwnymi bohaterami. A przecież to nic innego jak przepis na dobrą książkę. Nie ma fajerwerków jak przy Wiedźmie, ale i tak warto poświęcić tej powieści czas. Naprawdę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz