[Oceniam] Tae ekkejr! - Eleonora Ratkiewicz


Tae ekkejr! to niezwykle intrygujący tytuł. Właściwie nie da się go zapamiętać, a chęć podzielenia się ze znajomymi wrażeniami z lektury staje się przez to niezwykle trudna. Ciężko też pójść do księgarni i poprosić o tę książkę sprzedawcę. Intryguje też okładka - całkiem poprawny projekt. Uwaga spojler! Jest to jedna z gorszych książek jakie czytałam!

Zapowiadało się naprawdę całkiem nieźle. Dwoje bohaterów - elf oraz książę, którzy wyruszają w świat z tajemniczą misją. Znaczy... każdy ma swoją własną, jednak los krzyżuje ich ścieżki. Do tego momentu, kiedy Lermett i Enneari idą osobno - książka jest znośna. Niestety, trwa to kilka stron, a dobrnięcie do tej 360 staje się drogą przez ogromną mękę.

Jednak wracając do akcji Tae ekkejr!. Wydawałoby się czujny elf staje się ofiarą ataki. Szczęściem w nieszczęściu jest jednak lawina, która grzebie nie tylko samego elfa, ale i jego oprawców. A jako że należy rodzaju niezwykle żywotnego, pomimo chłodu i obrażeń, zostaje uratowany przez młodego następcę tronu. Panowie postanawiają, że dalszą drogę przebędą razem. Z racji tego, że elf winny jest człowiekowi życie, rezygnuje on ze swojej misji i decyduje się na poprowadzenie Lermetta do swojego władcy. I idą tak właściwie przez całą książkę, napotykając co rusz na nowe przeszkody. Właściwej misji i właściwej akcji jest tu dosłownie kilka stron!

Do książki Eleonory Ratkiewicz mam tylko trzy zastrzeżenia.



Pierwsze. 
Na początku zauważymy totalnie beznadziejny, irytujący, wkurzający, okropny, trudny, niespójny styl. Czytanie tej Tae ekkejr! to naprawdę wymagające zadanie. Pomimo całego mojego skupienia, niektóre zdania, dialogi czy wręcz strony musiałam czytać dwa razy - po prostu nic nie rozumiałam. Słowa nie pasują tu do siebie, wyraźnie czuć, że coś tu zgrzyta. Czasem ma się wrażenie, że książka stylizowana jest na język młodzieżowy. Szybko jednak to wrażenie mija, pozostaje irytacja. Jeśli myślicie o zakupie czy pożyczeniu tej pozycji, weźcie ją najpierw do ręki, otwórzcie na dowolnej stronie i przeczytajcie ją całą. Chęć na Tae ekkejr! szybko wam przejdzie.

Drugie.
Eleonora Ratkiewicz dała nam właściwie tylko dwóch bohaterów. Na dodatek są jeszcze bardziej irytujący niż styl powieści. Lermett i Enneari na każdej stronie  albo się kłócą, albo na wzajem na siebie obrażają, albo się nawzajem nie rozumieją. Skrywają tajemnice, nie wyjaśniają spornych kwestii do końca, przez co można tę opowieść ciągnąć w nieskończoność. 

Trzecie.
To książka o niczym. Oczywiście w końcu docieramy do istoty tej powieści, ale jest jej poświęcone tak niewiele miejsca, że przechodzi bez echa. Więcej czasu poświęcono chociażby opisowi ubrań, bezsensownym kłótniom głównych bohaterów czy ich dziecinnym rozmyślaniom. Mocno się zastanawiam nad tym, co pojawiło się w drugim tomie.

Czy są w tej książce jakieś pozytywy? Szczerze mówiąc. Po pierwszych stronach byłam na tę książkę tak zła, że mogłam je przeoczyć. Wychodzę jednak z założenia, że każda powieść ma w sobie choć odrobinę czegoś dobrego. Tae ekkejr! zbiera różne oceny, staje się przez to książką przeciętną. Dla mnie była męką. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz