Muzyka, filmy i seriale. Kulturalne podsumowanie MOJEGO 2014 roku


Rok 2015 zagościł już na dobre. Ja jednak wciąż wspominam ten poprzedni. Pisałam już o najlepszych książkach minionych dwunastu miesięcy, teraz czas na podsumowanie kulturalnych zachwytów.


Rok 2014 upłynął zdecydowanie pod wpływem jednego z seriali. Chociaż znam go na pamięć i oglądałam milion razy, to nigdy mi się nie zbudzi. Poza tym postanowiłam ćwiczyć na nim mój angielski. Przyjaciele towarzyszą mi niemal każdego dnia. Nie inaczej będzie też pewnie w tym roku.


Ubiegły rok był także ważny dla innego, mocno zbliżonego do Przyjaciół serialu. Zakończyła się bowiem emisja Jak poznałem waszą matkę. Chociaż zakończenie rozczarowało mnie zupełnie, ostatni sezon był mocno przeciętny, a ucząc się na pamięć Przyjaciół dostrzegłam coraz więcej podobieństw pomiędzy tymi serialami, to ostatni odcinek zakończył świetną przygodę.


Pozostając w klimatach telewizyjno-filmowych - w tym roku całkiem przypadkiem na łopatki rozłożył mnie Asterix i Obelix: w służbie Jej Królewskiej Mości. To nie jest dobry film, Misja Kleopatra nadal najlepsza, ale wplecenie do dialogów języka angielskiego totalnie mnie rozbawiło.


W końcu odkryłam też fenomen Minionków. Żółte stworki skradły moje serce. Czekam z niecierpliwością na nowy film z ich udziałem.


Już w poważniejszym, choć nie do końca, temacie utrzymany jest doskonały film Django. Oglądałam go w ubiegłym roku kilka razy. 


Odkryciem roku (wiem, w porę) jest Liam Neeson. Ma on w sobie coś, co przyciąga. Co prawda wiele filmów z jego udziałem dopiero przede mną, ale już teraz wiem, że bardzo go lubię.


Teraz pora na pierwszy z muzycznych zachwytów ubiegłego roku. Pierwszym z nich jest Ed Sheeran, którego o dziwo od razu nie pokochałam. 


Do Eda dołącza Sam Smith. Za Money on my mind, I'm not the only one, I've told you now, Like I can... Po prostu za fantastyczny głos i teksty.


Zachwycam się też muzyką Hozier. I nie, nie tyko Take me to church...


Dalej trwa moja miłość do Coldplay. Za Sky full of stars i teledysk do niej powinni ich ozłocić.


Także i OneRepublic mnie nie zawiodło. Love runs out oraz I lived to doskonałe utwory, a panowie jak zwykle zachwycają również teledyskami. Nie wiem dlaczego, ale w Love... pokochałam motyw z końmi ;)


Tych zachwytów było znacznie więcej. W 2014 pokochałam Indilę, ciągle uwielbiam Imagine Dragons i ich Warriors, serialowo Big bang theory i New Girl dają radę, a do muzycznych pozytywów dodałabym jeszcze Happysad i Artura Rojka.

1 komentarz:

  1. "Przyjaciół" nieraz widziałam w internecie, ale nigdy nie obejrzałam wszystkich sezonów - chyba muszę to nadrobić. Podobnie sytuacja wygląda z "Jak poznałem waszą matkę". Co do strony muzycznej - podpisuję się pod wszystkim. :)

    OdpowiedzUsuń