[Oceniam] Narodziny imperium – Conn Iggulden

Stworzenie dobrej powieści historycznej to trudne zadanie. Wielu czytelników już przez samo słowo „historia” rezygnuje z danej książki. Na szczęście na świecie (ale i również w Polsce) sporo jest pisarzy, którzy wydarzenia z przeszłości potrafią umiejętnie wprowadzić do beletrystyki. Do mojej listy takich autorów dołączył właśnie Conn Iggulden.


„Narodziny imperium” to pierwszy tom cyklu „Zdobywca” opowiadającym o losach mongolskiego władcy Dżyngis-chana. W Polsce już 2008 roku podjęto próbę wydania całej serii, jednakże plan ten zatrzymał się na tej pierwszej książce o innym tytule „Wilk ze stepów”. A szkoda. Jest to bowiem znakomity początek, który daje duże nadzieje na przyszłość. Nadzieje tym bardziej uzasadnione, że za granicą książki Conna Igguldena cieszą się dużą popularnością. Sam cykl liczy pięć tomów. Ostatni z nich ukazał się w 2013 roku.
Pierwszy tom, jak łatwo się domyślić, to początki życia Temudżyna, późniejszego chana, twórcy jednego z największego z imperiów w historii – Imperium Mongolskiego. Zaczynamy od lat młodzieńczych, gdzie poznajemy rodzinę i środowisko w jakim przyszło mu się wychowywać. To ważny element, który mocno wpłynie na odbiór całej postaci. Temudżyn jest synem chana plemienia Wilków, silnego i honorowego wodza. To w miarę spokojne i ustabilizowane życie na stepach przerywa śmierć Jesugeja. Temudżyn ma wtedy zaledwie jedenaście lat, jego brat jest niewiele starszy. Żaden z synów nie jest więc w stanie przejąć władzy – sięga po nią Ełuk, który skazuje rodzinę Jesugeja na wygnanie. A przeżycie na stepie jest właściwie niemożliwe…

Wygnanie z plemienia to niesamowita hańba. Rodzina Temudżyna ze społecznych wyżyn strącona została na samo dno. Teraz o ich przeżyciu zadecyduje wewnętrzna siła, determinacja, ale i chęć zemsty. Temudżyn i jego bracia muszą szybko dorosnąć i zająć się matką, młodszą siostrą i najmłodszym z braci. Muszą pokonać nie tylko złowrogą przyrodę i niegościnne stepy, ale i wrogów. Ełuk szybko zweryfikuje swoją decyzję, z czasem obawiając się zemsty silnych synów Jesugeja. A najsilniejszym okaże się właśnie Temudżyn.

„Narodziny imperium” to książka, która wciąga od pierwszych stron. Niewątpliwie wpływa na to szybka akcja, intrygujący bohaterowie i niesamowite tło. Z ciekawością obserwujemy przemianę nie tylko Temudżyna, ale i całej jego rodziny. Wszyscy musza pokonać długą drogę, by znów z dumą podnieść głowy. Ale to Temudżyn będzie główną „siłą napędową”. To w jego głowie zrodzi się plan, który ma go doprowadzić na sam szczyt. 

Temudżyn to racjonalny, mądry choć czasem nieco porywczy bohater. Los mocno go doświadczył, a on sam podjął wiele decyzji, które mocno zaważą na jego przyszłości. Cierpienie pozwoliło mu dorosnąć, a dzięki nielicznym sprzymierzeńcom, udało mu się zachować życie. Obserwacja życia na stepie, a także bolesne doświadczenia z plemienia Wilków, pozwoliły mu na podjęcie wielkiego przedsięwzięcia. Temudżyn chce zjednoczyć wszystkie klany i stworzyć imperium, którego nie podbije żaden z wrogów. Przyszły Dżyngis-chan małymi krokami zmierza do tego celu, a droga to okaże się niezwykle ciekawa.

Conn Iggulden stworzył powieść, która łączy w sobie historię i przygodę. „Narodzny imperium” są znakomitym wstępem do dalszych losów Dżyngis-chana. Oprócz głównego bohatera, jest tu także bogata galeria postaci drugoplanowych. Ważną rolę odegra tu chociażby matka Temudżyna czy jego żona. Ciekawą kreacją jest także Ełuk, który również przejdzie pewną metamorfozę. Iggulden podkreślił też rolę braci Temudżyna. W powieści nie zabraknie także kwestii władzy, polityki i zdrady. A wszystko to rozgrywa się w niesamowitej scenerii mongolskich stepów. 

Jedynym minusem tej powieści, choć może jest to tylko moje odczucie, jest język. Mam wrażenie, że „Narodziny imperium” napisane są zbyt prosto, tak jakby nakierowane zostały na młodego czytelnika. Z drugiej jednak strony prostota sprzyja w odbiorze historycznych faktów. Bardziej jednak odpowiada mi styl Bernarda Cornwella, ale to właściwie subiektywna opinia.

Mam wielką nadzieję, że kolejne tomy serii „Zdobywca” wydane zostaną w krótkich odstępach czasów. Wierzę, że Papierowy Księżyc nie porzuci chęci przekazania polskim czytelnikom doskonałej literatury, która porywa już od pierwszych stron.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz