[Oceniam] Na wojnie nie ma niewinnych - Aneta Jadowska


Stało się. Seria o przygodach Dory Wilk autorstwa Anety Jadowskiej dobiegła końca. Na wojnie nie ma niewinnych to pożegnanie z cyklem, który zachwycił wielu polskich czytelników.


Seria o Dorze Wilk to obszerne sześć tomów wielkiego chaosu, kłopotów i mieszania magicznych światów. Bohaterka to postać, którą kochają kłopoty. Ona sama to niecodzienne połączenie wiedźmy, diabła, anioła, wilka i po części wampira. Dora ma też wielkie serce i ogromne chęci pomocy innym, co przekłada się na to, że co rusz postanawia kogoś ratować.

Na wojnie nie ma niewinnych to część, która powinna zaprowadzić spokój i wyjaśnić wszystkie wątki. Powinno to też być pożegnanie z bohaterami, z którymi się już (przynajmniej na razie) nie spotkamy. Ale nie jest. Przyznam, że cała koncepcja tej części serii bardzo mocno mnie zaskoczyła. I właściwie nie potrafię ocenić, czy to dobrze czy źle.

Dora Wilk wyrusza w kolejną akcję ratowniczą. Po przeżyciach z demonami, bohaterka musi odnaleźć porwanego przez Brunona, wilczego Alfę, Varga. Sam Varg to partner wilczycy Dory. Co za tym idzie – jego utrata mocno uderzy w samą bohaterkę. Dlatego rozpętuje ona wojnę, choć jak się szybko okaże, nie przyniesie ona wielu ofiar i ogólnego chaosu. Dora będzie walczyć nie tylko z Brunonem i jego poplecznikami, ale także ze Starszyzną. Ręce Brunona sięgają daleko, a on sam uwikłany jest w wiele brutalnych uczynków.

Aneta Jadowska starała się kolejne części serii podzielić tematycznie. Był zamęt w piekle, kłopoty w niebie i w świecie wampirów. Teraz przyszła kolej by przybliżyć jeszcze jedno oblicze Dory – wilki. Autorka zaczepi nieco o mitologię, Dorę uwikła w nielegalne walki zmiennych, spory o władzę i w eksperymenty na żywych stworzeniach. Co zaskakujące, jak na ostatnią cześć serii, Jadowska mocno ograniczyła dobrze znanych czytelnikom bohaterów. Mirona i Joshui jest bardzo mało. Właściwie nie towarzyszą swojej ukochanej wiedźmie w poszukiwaniach i negocjacjach. U boku Dory jest jedynie wilk Bjorn. W ogóle nie ma w powieści Lucyfera, Baala, a epizodycznie pojawia się Gabriel. Jest za to odrobina Witkacego, Jemioły i Romana.

Co z samą akcją? Od razu wiadomo, kto porwał Varga. Wiadomo też, że nie znajduje się on w dobrym stanie. Poszukiwania trwają właściwie całą powieść, a temu głównemu wątkowi towarzyszy kilka pobocznych, które dobrze zapełniają czas oczekiwania na kulminacyjny moment książki. Sama Dora od początku serii przeszła sporą przemianę, z takiej nieco nieporadnej buntowniczki, przeistoczyła się w pewną siebie i wykazującą odrobinę odpowiedzialności kobietę. Na szczęście w Na wojnie nie ma niewinnych pominięty został wątek romantyczny, który w okolicach czwartej części był (dla mnie) nie do zniesienia. Jest więc sama sensacja, wątki detektywistyczne i… społeczne, choć dotyczące świata magicznych.

Z końcową powieścią Na wojnie nie ma niewinnych mam jednak spory kłopot. Gdyby to była jedna z kolejnych części, a nie ostatnia, okrzyknęłabym ją drugą najlepszą w serii. Jednak ta książka miała zakończyć wybuchową heksalogię, a zabrakło w niej właśnie tego bum. Jest poprawnie, dojrzale i wciągająco, ale jako zakończenie Na wojnie nie ma niewinnych się nie sprawdza. To jedyny minus tej powieści. Może wystarczy zapomnieć, że kończy ona serię?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz