[Oceniam] Chustka - Joanna Sałyga



"Chustka". Czytana już jakiś czas temu, ciągle jeszcze pozostaje żywa w pamięci. Przypominam więc moją recenzję książki. Liczę też na to, że niedługo uda mi się obejrzeć film.

O Joannie Sałydze, a może raczej Chustce, słyszał niemal każdy. I pewnie większość z tych, którzy często zaglądają do Internetu, kiedyś natknęli się na blog Joanny. Przypadkiem bądź też celowo. Bo Chustka chwyciła za miliony serc. Jej szczerość i pogoda ducha, mimo wszystko, podbiła Polskę. A postawa w walce z chorobą zainspirowała i dała siłę wielu ludziom. I ja kiedyś zawędrowałam na blog Chustki. I choć był to zupełny przypadek, a wizyta była tylko jednorazową - autorka mocno wyryła się w mojej pamięci. Później pojawiła się smutna informacja o jej śmierci. A kilka tygodni temu w księgarniach ukazała się książka będąca zapisem bloga Joanny. I jest to książka, dla której nie da się napisać recenzji.

Już po kilku pierwszych stronach miałam tylko jedno odczucie - blogowy wpis o Chustce pełny będzie przemyśleń. Miałam napisać go od razu, wraz z ostatnią stroną książki Joanny Sałygi. I chyba żałuję, że tego nie zrobiłam. To nie tak, że po kilku dniach o Chustce się nie pamięta. Po prostu opadają nieco emocje, uciekają myśli, a codzienność pożera wszelkie uczucia towarzyszące nam podczas czytania. W mojej głowie nie zostało wiele z tego, co zrodziło się późną nocą, kilka chwil po skończeniu lektury. Wiem tylko jedno - Joanna Sałyga była niezwykła. Dalej jest!


Czytając Chustkę ciągle myślałam: czy tacy ludzie istnieją naprawdę? Nie znam przeszłości Joanny, ale domyślam się, że nie była ona usłana różami. Z książki niewiele dowiadujemy się o pierwszym mężu autorki, ale z tych nielicznych wspomnień można wyczytać rozczarowanie. Rozczarowanie miłością, rodziną, wspólnym życiem. Dlaczego o tym piszę? Bo to wejście w dorosłe życie jest ciężkie, a dostać od losu kopa w d... już na jego początku, to ciężkie przeżycie. Ale Joanna to synonim wewnętrznej siły i determinacji, co niestety dowiodła w walce z chorobą. Niestety, bo takich sprawdzianów życie powinno nam oszczędzić. Dlatego Chustka wydaje się nierealna. Ten optymizm i dystans, odnaleziona na nowo miłość i rodzinne spełnienie, idealne filmowe życie, bajka... I tylko ten rak w tle. Osobiście, wiedząc, że trawi mnie ciężka i nieuleczalna choroba, zwinęłabym się w kłębek i całkowicie odcięła od świata. Zamknęła w ciemnym pokoju, poddała bez walki i czekała na to, co nieuniknione. A Joanna Sałyga w tym wszystkim jawi się nam jako bohaterka opowieści fantasy, istota nadprzyrodzona. 

Z resztą jej blog wzbudzał kontrowersje. Bo jak można podchodzić do choroby tak beztrosko? Jak można publicznie obnażać swoje słabości? Pisać o miłości i szczęściu w obliczu tragedii? Jak można przedstawiać normalne życie, wiedząc, że lada moment może się ono skończyć?

Na blogu Chustki nie było miejsca na upiększanie rzeczywistości. Był ból, odarcie z godności, cierpienie, czasem zwątpienie... Ale i światełko nadziei. Pomoc i współczucie. Dzięki Joannie Sałydze ludzie zaczęli dostrzegać raka, pewnie sporo osób pod wpływem bloga udało się na okresowa badania a ci, którzy zmagają się z rakiem mogli spojrzeć na swoją chorobę na nowo i może nauczyć się nieco optymizmu. Mogli też wymienić doświadczenia czy sposoby walki z nowotworem oraz zwyczajnie wesprzeć w trudnych chwilach.

Joanna Sałyga swojego bloga pisała w cudowny sposób. Ironicznie, z dystansem, czarnym humorem. Zarażała optymizmem, mobilizowała, dawała przykład. Chustka stała się terapią, która przyciągnęła miliony czytelników. Każdy w trudnych momentach radzi sobie inaczej - Joanna Sałyga wybrała publiczną formę cierpienia. I choć znajdą się ci, dla których jest to nieakceptowalne, tak we mnie budzi podziw. Ta książkowa wersja Chustki również, choć pewnie będą osoby, które zarzucą mężowi Joanny czy samemu wydawnictwu, chęć zysku. Uważam, że nawet jeśli tylko jedna osoba odnajdzie dzięki Chustce wolę walki bądź po prostu zrobi badania - cały ten szum będzie uzasadniony. Poza tym kupując książkę wspiera się fundację autorki.

I choć wiedziałam, co zastanę na jej końcu, tak kibicowałam Joannie w walce z chorobą, trzymałam kciuki za to, by badania kontrolne nie wykazały zmian chorobowych. By Chusta żyła. Głupie prawda?

To, czy warto sięgnąć po tę książkę, zostawiam Waszej ocenie. A może raczej - czy warto ją kupić. Dla mnie była, wbrew pozorom, zastrzykiem pozytywnej energii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz