[Oceniam] Lubonie. Powieść z X wieku - Józef Ignacy Kraszewski


Józef Ignacy Kraszewski to według mnie pisarz niedoceniony. Wspominałam o tym kilka lat wcześniej, kiedy to zupełnie przypadkiem w moje ręce wpadły Zygmuntowskie czasy. Była to powieść, która przekonała mnie, że utwory maglowane na lekcjach języka polskiego nie do końca odkrywają przed nami wspaniałość rodzimych autorów. Dlatego po nowe wydanie książki Lubonie sięgnęłam z wielką ochotą.

Nie można oczekiwać, że powieść napisana w 1876 roku będzie łatwą, lekką i przyjemną. Niemniej jednak jest dziełem znakomitym pod wieloma względami i warto przełamać swoje obawy czy wręcz niechęć, i poświęcić jej nieco czasu. Lubonie to bowiem jedna z wielu pozycji wpisujących się w serię tzw. Dziejów Polski. Większość czytelników powinno kojarzyć z niej choćby Starą baśń – czy to w wersji książkowej czy dzięki ekranizacji.

Lubonie. Powieść z X wieku to książka porusza jakże przełomowe wydarzenie w dziejach naszego kraju, a więc przyjęcie chrześcijaństwa. Kraszewski świetnie oddał całą problematykę tej decyzji Mieszka . Oczywiście nie będę się tutaj podejmować rozliczania autora z prawdą historyczną, bo nie mam ku temu potrzebnej wiedzy. Warto jednak podkreślić, że w XIX wieku wiedza o chrzcie Polski nie była na pewno tak rozległa, jak obecnie. Kraszewskiemu można więc wiele wybaczyć, zawłaszcza, że poza historią samą w sobie, Lubonie oferuje znacznie więcej.

To, za co zgodnie chwalono tę powieść, to kreacja postaci Mieszka I. Władca ten kojarzy nam się jedynie z przyjęciem chrześcijaństwa. Kraszewski dopisał do tego faktu znacznie więcej. Mieszka poznamy więc jako pogańskiego władcę, miłośnika kobiet i dobrej zabawy. Jednocześnie jest on osobą waleczną, znakomitym dyplomatą i niezwykle mądrym władcą. Jednoczy on rozliczne plemiona, cieszy się ich zaufaniem i umie nagradzać tych, którzy mu służą. Jednak to nie jego poznajemy na samym początku powieści.

Luboń to jeden z możnych, wierny swemu władcy i tradycjom. Spotykamy go akurat w momencie, kiedy odzyskuje straconego w bitwie syna. Dla całej rodziny, sąsiadów i księstwa jest to wielkie wydarzenie. Tylko że powracający po latach niewoli Włast, nie jest już tą samą osobą co kiedyś. Chłopak szkolony kiedyś na rycerza stał się… chrześcijańskim księdzem. W kraju i w rodzinie z głęboko zakorzenionym pogaństwem narażony więc będzie na wielkie niebezpieczeństwo. 

Włast wkracza jednak w moment przemian na dworze Mieszka. Sytuacja polityczna, a także uczucie jakim książę obdarzył Dobrawę, sprawia, że zaczyna się on zastanawiać nad przyjęciem chrztu. Będzie musiał okazać tu wiele taktu, mądrości i przebiegłości, by nie narazić młodego państwa na wewnętrzny konflikt.

Kraszewski swoją powieść zaczyna tak, że właściwie przez pewien czas kibicuje się Luboniowi i dawnej wierze. To doskonały zabieg autora! Mocniej dostrzega się to, jak wielkim wyzwaniem było wprowadzenie chrześcijaństwa na tereny państwa polskiego. Nie brakuje tu odniesień do zagrożenia ze strony Niemiec, korzyści z przymierza z Czechami, umocnieniem pozycji w Europie. Polityka musiała się tu pojawić, to nie podlega dyskusji. Jednak Kraszewski robi to umiejętnie, nie nudzi, a wręcz zachęca do dalszego czytania czy samodzielnych badań. 

Lubonie to powieść z doskonałymi kreacjami bohaterów, z szybką akcją i nauką. Kraszewski wykorzystał tu historyczne fakty do stworzenia bogatego świata, w którym ścierać się będzie to, co tradycyjne, z tym, co nowe i nieznane. Walczyć będzie tu nie tylko idea chrystianizacji. Walkę stoczą też ludzie, którzy będą nieśli nową wiarę i ci, którzy powoli dostrzegać będą to, że dawni bogowie odeszli w zapomnienie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz