[Oceniam] Imperium Burz - Sarah J. Maas



„Szklany tron” to seria, do której się mocno przywiązałam. To pewne, że nie jest to literatura ambitna, ale historia opowiedziana przez Maas jest niesamowicie wciągająca. I chyba nieco kobieca – to właśnie czwarty i piąty tom pokazują w szczególności.

Sarah J. Maas stworzyła serię fantasy z wielkim rozmachem. „Szklany tron” to jedna wielka przygoda i nieoczekiwane zwroty akcji. Jednak to, co zasługuje na szczególną uwagę, to kreacje kobiece w całym cyklu. I to nie tylko o Aelin tu chodzi. Oczywiście to ona jest tu główną bohaterką i zbiera całą chwałę, niemniej jednak seria pełna jest kobiet silnych, kobiet z osobowością, indywidualistek.

Mamy wiedźmę Manon – kobietę, w której ukryte jest wiele. Z pozoru bezwzględną i silną, ale gdy trzeba budzi się w niej lojalność i przywiązanie do współtowarzyszy. Jest zupełnie nowa postać – Elide, której przemianę ciągle śledzimy. To taka wisienka na torcie całej tej powieści. Niby nieśmiała, niby zagubiona, ale mająca swój urok. Oczywiście jest i Lysadra. Ta postać ciągle zaskakuje swoimi umiejętnościami, lojalnością, siłą i jednocześnie mądrością. Nową ciekawą osobowością będzie na kartach tej powieści Ansel. No i Maeve…

Wszystko to oczywiście można uznać za pewien minus powieści. To takie nieco typowe, że skoro powieść wyszła spod pióra kobiety, to właśnie one będą odgrywać w akcji największą rolę, to one będą kreowane na herosów, postaci, które zmienią wszystko. Mężczyźni są tu tłem, wsparciem dla tych silnych kobiecych osobowości, choć przyznać trzeba, że Sarah J. Maas również i w ich wypadku nie szczędziła ciekawych kreacji.

„Imperium burz” to już piąty tom serii. Widzę pewne mankamenty, zwłaszcza, że ponownie przeczytałam poprzednie tomy. Trochę rozpłynęła się postać Aelin. Brakuje nieco jej dzikości i szaleństwa, oczywiście zmienia się ona wraz z okolicznościami, ale to wcielenie Calaeny polubiłam bardziej. Akcja nieco się też rozwleka. Tych trudności i jednocześnie szczęśliwych zwrotów akcji jest za wiele, chociaż całość ratuje zakończenie piątego tomu.

Nie zmienia to jednak tego, że powieść czyta się niezwykle szybko i z ogromnym zainteresowaniem, a sama lektura to wielka przyjemność, która skutecznie odrywa od rzeczywistości.

Szkoda tylko, że na szósty tom „Wieżę świtu”, trzeba czekać aż do przyszłego roku…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz