Czytelnicze podsumowanie listopada. Która książka najlepsza?



Ku swojemu zdziwieniu, odkryłam, że w listopadzie udało mi się przeczytać sześć książek. Dla większości książkowych zapaleńców, to wynik, jaki są w stanie zrobić w tydzień. Jednak dla mnie to spore osiągnięcie.

Miesiąc zaczęłam od „Czasu żniw”Samanthy Shannon. Książka z pogranicza science fiction dosyć średnio trafiła w mój gust. Po kolejne części serii pewnie jeszcze sięgnę, ale niestety nie czuję ogromnej potrzeby. Co ciekawe (bądź dziwne) „Czas żniw”  w pewnym sensie przypominał mi Trylogię Czarnego maga Trudi Canavan.

Kolejna książka to szybkie czytadło z serii „jak żyć”, a więc „Kropki” Włodka Markowicza. Z częścią jego tez się zgadzam, część z nich chciałabym zastosować w swoim życiu. Może kiedyś się uda. Trzecia pozycja listopada to „It ends with us” Colleen Hoover. Czyta się szybko, tematyka budząca emocje, ale nie jest to wybitne dzieło literatury.

Po Coover przyszedł czas na Toma Hanksa i jego „Kolekcję nietypowych zdarzeń”. Podsumować można szybko: lekkie i przyjemne opowiadania. I książka, którą warto znać, choćby dlatego, by móc ocenić czy Tom Hanks jest lepszym aktorem czy pisarzem.

W listopadzie udało się też przeczytać „Człowieka o 24 twarzach”. Książka kontrowersyjna w swojej tematyce, budząca emocje i zmuszająca do przemyśleń. Ciekawa ze względu na to, że oparta na faktach. Ostatnią książką, którą przeczytałam, był „Swing time” Zadie Smith. To powieść już nie tak oczywista, zahaczająca o tematykę rasową, kontaktów międzyludzkich i poszukiwaniu własnego ja.

Która z tych sześciu książek była najlepsza? Chyba skłaniam się ku „Człowiekowi  24 twarzach” Zaważyła tu tematyka. Druga to chyba Zadie Smith, a trzecie miejsce na podium zajmują razem Tom Hanks i Colleen Hoover.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz