„Belfer”: kto mi zepsuł zakończenie?!



Za nami ostatni odcinek drugiej, i zapewne nie ostatniej, serii „Belfra”. I o ile zakończenie pierwszego sezonu było „petardą”, tak teraz zostałam rozczarowana…

„Belfer” szybko zdobył serca widzów. Wreszcie pokazano polską produkcję, która została świetnie zrealizowana, miała przeciekawą fabułę i doskonałych aktorów.

 Odcinki trzymały w napięciu, a każdy właściwie mieszał w głowach widzom. Pierwszy sezon „Belfra” oglądałam z ogromny zainteresowaniem. Niecierpliwie wyczekiwałam też kolejnego sezonu.

Ale tu pojawiała się już pewna obawa. Czy dorówna on pierwszemu sezonowi? Czy twórcom nie zabraknie pomysłów, a całość nie będzie nieco naciągana? No cóż. Trudno sprostać rosnącym wymaganiom widzów.

I chyba całościowo można stwierdzić, że „Belfer 2” rozczarował. Psuć zaczęło się chyba od piątego odcinka. W ogóle to zakładałam, że ten sezon też będzie miał dziesięć epizodów, twórcy jednak szybko rozwiązali całą zagadkę.

No właśnie – zagadka. Można było się spodziewać, że będzie kolejny zwrot, że winnym całego zamieszania okaże się bohater, po którym byśmy się tego nie spodziewali. I tak się stało. Ale cała historia jest bardzo mocno nierealna, naciągana i najzwyczajniej nie fajna. Poza tym chyba jakoś mi umknęło kim w końcu był portier (czy po prostu tego nie wytłumaczono?!).

Mam trochę wrażenie, że twórcy „Belfra 2” postawili na szokowanie widzów, na krew, morderstwa i sceny walki. A w całości zapomnieli o najważniejszym – fabule. To chyba choroba, którą zarazili się of „Watahy” ;)

Niemniej jednak „Belfer” to nadal dobry serial, warty obejrzenia. Ale od drugiej serii nie można oczekiwać takich wrażeń jak od pierwszej. 

Czekamy na kolejne odcinki bo jestem przekonana, że one powstaną.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz