Ze Szczepanem Twardochem zawsze dobrze się spotkać



„Ballada o pewnej panience” to kolejna książka Szczepana Twardocha, która przenosi nas w inny świat. I chociaż tym razem autor zaserwował czytelnikom zbiór opowiadań, to są one po prostu świetne.

Osobiście za wszelkimi krótkimi formami narracyjnymi nie przepadam. Lubię powieści obszerne, w których świecie mogę się zanurzyć i gdzie mogę zżyć się z bohaterami. Jednak robię czasem nieliczne wyjątki i sięgam po opowiadania. Nad Twardochem się długo nie zastanawiałam – to którego twórczość jest pewnikiem świetnych wrażeń.

Nie pomyliłam się!

„Ballada o pewnej panience” to zbiór 11 opowiadań. Historie powstawały na przełomie lat 2009 – 2016. To w większości opowieści o ciężkiej prozie życia, o problemach życia codziennego i niespełnionych marzeniach. Często historie te są związane ze Śląskiem. Ale każda ma swój odrębny, specyficzny klimat.

Najbardziej „odstającą” od całości opowieścią jest „W piwnicy”. To najkrótsza historia, bardzo tajemnicza i w pewien sposób zabawna. I to właśnie ona najbardziej zapadła mi w pamięci. Kolejnymi świetnymi opowiadaniami są „Masara” oraz „Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka”. Ta druga to przykład brudnej prozy i zepsutego świata.

Wzruszeń dostarczy za to „Tak jest dobrze”. To opowieść o cierpieniu mężczyzny, który stracił żonę i syna. Piękna historia o miłości i samotności. Na uwagę zasługuje też „Moje życie z Kim” o jednym wydarzeniu, które wspominać można przez lata.

Warto sięgnąć po „Balladę o pewnej panience” bo w zbiorze tym każdy znajdzie coś dla siebie. Oczywiście wolę Twardocha w obszerniejszym wydaniu, ale opowiadania te spełniły moje oczekiwania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz