Co mi się marzy w 2018 roku?



Postanowienia noworoczne są straszne. Człowiek robi sobie nadzieję, że to właśnie teraz będzie rok przełomu, życie się odmieni, raj na ziemi. Też wpadam w ten nurt planowania i wmawiania sobie, że teraz będzie już tylko fantastycznie. Tymczasem przeważnie nic z tego nie wychodzi. Ale – marzenia nie kosztują. A może przemyślenie pewnych spraw pozwoli na jakiś krok naprzód.

Skoro piszę to tutaj, to zacznę od „blogowej” listy marzeń. A ta od września się nie zmieniła – systematycznie czytać i pisać. Na ten rok książkowym celem jest 100 przeczytanych pozycji. Czy się to uda? Wierzę, że jest na to spora szansa. Z pisaniem… no cóż, może być różnie. Ciągle brakuje mi przekonania co do słuszności działań. 

Na pewno chcę jednak spróbować – zwiększyć jakość, zdecydowanie poprawić treści, systematyczność, znaleźć coś nowego, czego może  w blogosferze książkowej nie ma (a to chyba najtrudniejsze zadanie). Ciągle też myślę nad odejściem nieco od książek – wprowadzeniem trochę life stylu, ale chyba tak wiele ciekawych rzeczy się w moim życiu nie dzieje. W każdym razie – chcę, by Strona po stronie była taka MOJA.

Na pewno chcę też poprawić zdjęcia, które są zarówno na blogu jak i na Instagramie. Na razie widzę, że to właśnie Instagram ma swoją wielką (dłuższą) chwilę chwały. Marzy mi się w grudniu 1000 obserwatorów 💗

Jednak na styczeń (a i pewnie luty) mam na jeszcze ważniejszą misję. Późną jesienią pojawiły się, mam nadzieję, że małe, problemy zdrowotne, z którymi walczę. Chcę, by to właśnie styczeń rozwiązał wszystkie problemy, ale biorąc pod uwagę, że już połowa miesiąca, to marnie to widzę…

Ze zdrowiem ściśle związane jest inne marzenie – wypracowanie formy życia. Właściwie ubiegły rok był w miarę przełomowym jeśli chodzi o moje treningi. Szło mi to nawet regularnie, choć bez spektakularnych efektów. Plany popsuły się właśnie jesienią, ale z drugiej strony problemy ze zdrowiem pokazały, jak bardzo na ćwiczeniach mi zależy i jak mocno chcę do tego wrócić. Będzie to wszystko trudne, bo na zejściu z wagi mi w ogóle nie zależy – chcę w końcu zobaczyć swoje mięśnie, marzy mi się szpagat (jak chyba każdemu trenującemu) i inne dziwne sprawy jak stanie na rękach chociażby ;)

Ważne jest też dla mnie wypracowanie w tym roku spokoju i stabilizacji. Wymagać to będzie wysiłku, ale… może dam radę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz