„Miłość” nie tak dobra jak „Sońka”. Ale przyjemna


Ignacy Karpowicz chyba już zawsze kojarzyć mi się będzie z „Sońką”. Liczyłam, że zastąpi ją „Miłość”, ale niestety – ta książka nie wywarła na mnie aż tak dużego wrażenia. Ale! To dalej kawałek dobrej literatury.

Łatwo można się domyśleć o czym jest najnowsza powieść Ignacego Karpowicza. Piszę powieść, chociaż bardziej formą przypomina zbiór opowiadań. Niemniej jednak każda sześciu części jest z sobą powiązana. To niejako lustrzane odbicia poruszające tę samą problematykę w innej rzeczywistości.

Mamy tu powojenny dworek, futurystyczny świat i rzeczywistość bardziej nam współczesną. W każdej z nim kontemplowana jest miłość. Karpowicz jednak swoją uwagę skupia na homoseksualności – ją rozpatruje pod wieloma względami.

W „Miłości” główną rolę odgrywa bohater walczący z własnym ja, z własną seksualnością. To człowiek rozbity, doświadczony, którego życie pozbawione jest uroku. Musi walczyć nie tyle ze społeczeństwem, co z własnym „ja”. Poznajemy jego drogę do poznania siebie  - do szczęścia. Od wyparcia, depresji po akceptację i sięgnięcie po to, czego pragnie. 

W powieści Karpowicza jest też jeden mocny akcent – a więc część futurystyczna. Tu homoseksualizm traktowany jest jak choroba, znany i stosowany jest też sposób, by wyeliminować ją ze społeczeństwa. To nieco przerażająca historia, kiedy człowiek pozbawiony zostaje własnej osobowości… 

„Miłość” to świetnie napisana książka, która sięga do naszych emocji. Dużo tu rozważań, sporo czytelnik musi przemyśleć. Karpowiczowi właściwie nic złego nie można zarzucić… ale w powieści tej brakuje mi jakiejś magii i klimatu. Co nie sprawia jednak, że książkę tę oceniam negatywnie! Jest dobra, ale nie wyśmienita.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz