Nie taka zła, ale i nie taka fajna „Miłość, która przełamała świat”



Czasami lubię sięgnąć po literaturę mniej ambitną, po książkę, którą przeczyta się szybko i w miarę przyjemnie. Taką powieścią miała być „Miłość, która przełamała świat”. Niestety, nie będzie ona należała do tych, które zapamiętam na długo.

„Miłość, która przełamała świat” to opowieść o młodej Natalie. Właśnie kończy szkołę średnią, niedługo wkroczyć ma w studencki świat. To dla niej duża zmiana, to też przede wszystkim szansa na odnalezienie własnej tożsamości. Od dziecka Natalie ma problemy psychiczne. Wydaje się jednak, że najgorsze ma już za sobą, a dzięki staraniom lekarzy, udało się jej osiągnąć spokój.

Wszystko się zmienia kiedy ponownie pojawia się postać „babci”. Towarzyszyła jej ona od najmłodszych lat, opowiadając różnorakie historie, a także wspierając ją w codziennym życiu. Babcia zniknęła po terapii. Dla Natalie jest to szokiem, zwłaszcza, że kobieta przestrzega ją, że ma tylko trzy miesiące by uratować tajemniczego mężczyznę.

Dziewczynie z powrotem zaczyna zamazywać się rzeczywistość. W najmniej spodziewanych momentach Natalie przenosi się w czasie – zmienia się jej miasteczko, zmieniają się ludzie – choć na pozór to te same osoby. Dziewczyna podejmuje więc starania, by wyjaśnić co się wokół niej dzieje i kogo musi uratować. A na jej drodze pojawia się Beau…

Powieść Emily Henry czyta się szybko i lekko, choć momentami tematyka należy do tych cięższych. Ale sama historia jest nieco poplątana, naciągana i właściwie łatwa to przewidzenia. Książka gra jednak na emocjach i to jej największa zaleta. 

Natalie jest złożoną osobowością, młodą dziewczyną, która nijak nie może się odnaleźć w otaczającym ją świecie. Dziewczyna została adoptowana, jej korzenie sięgają indiańskich plemion – trudno jej więc zdefiniować siebie. Zwłaszcza, że przez lata starała się dopasować do innych, zapominając w tym o własnych potrzebach.

Jednak ta historia to nie tylko poszukiwanie własnego „ja”. Natalie stanie przed trudnym, moralnym wyborem, gdzie będzie musiała zdecydować czy ważniejsze jest właśnie „ja” czy drugi człowiek.

„Miłość, która przełamała świat” to książka do przeczytania i zapomnienia. Dla mnie nie była jakąś porywającą lekturą, choć przyjemną w odbiorze. Nie zmęczyła, ale i nie zaskoczyła. Niemniej jednak nie żałuję, że ją przeczytałam, bo chyba takiej odskoczni potrzebowałam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz