Żulczyk robi to dobrze. „Wzgórze psów” kolejną świetną powieścią autora




„Wzgórze psów” to książka, która początkowo może przerazić swoją objętością. Jakub Żulczyk dał czytelnikom niemal 900 stron… 900 stron pełnych napięcia, wciągających i niestety niezwykle szybko mijających.


Do Jakuba Żulczyka podchodzę już z pewnym zaufaniem. „Ślepnąć od świateł” było powieścią, która mi się podobała, dobrze wspominam też „Zmorojewo”. Pisarz był też autorem scenariusza do pierwszego sezonu serialu „Belfer” – który był obrazem niezwykłym, zwłaszcza jak na polskie warunki. Nad „Wzgórzem psów” się nie zastanowiłam i kupiłam z przekonaniem. 

Trochę dłużej zajęło mi jednak rozpoczęcie powieści. Przerażała jej objętość, bałam się, że – biorąc pod uwagę nawał obowiązków, będę tę książkę czytać zbyt długo. Tak długo, że w jej środku zapomnę o czym czytałam na początku. Na szczęście (i nieszczęście jednocześnie), „Wzgórze psów” czyta się błyskawicznie, a te 900 stron to zdecydowanie za mało!

Jakub Żulczyk znowu stworzył „brudną” rzeczywistość. Akcja umieszczona jest w małym miasteczku, gdzie każdy się zna, a życiem mieszkańców rządzi garstka silnych indywidualności. Do miejsca po latach tego powraca 30-letni Mikołaj wraz z żoną Justyną. Życie w Warszawie im się nie powiodło. Ona jest dziennikarką z misją, którą zwolniono z pracy. Mikołaj jest pisarzem, który znalazł się w momencie niemocy twórczej. Ciągną się za nimi długi, niespełnione marzenia i kryzys w związku.

Mikołaj do miasteczka wraca też pełen złych wspomnień. To tu przeżył płomienną pierwszą miłość, która zakończyła się tragicznie. To tu zaczęły się jego problemy psychiczne, które w Warszawie skończyły się uzależnieniem od narkotyków. Mężczyznę uratowała właśnie Justyna i książka – dzieło, w którym bohater rozlicza się z miasteczkiem, w który wyrósł, przedstawiając je od jak najgorszej strony.

Teraz Mikołaj musi skonfrontować się ze swoimi sąsiadami, których w książce niemal oczernił. Musi też zmierzyć się z ponurą rzeczywistością, masą problemów  a także walką części mieszkańców z obecną lokalną władzą i układami. Tyle tylko, że problemem Mikołaja jest niechęć do działania, podjęcia jakichkolwiek decyzji…

„Wzgórze psów” to jednak przede wszystkim mroczny thriller. W miasteczku dzieją się bowiem dziwne rzeczy. Znikają pewne osoby, wszechobecna jest przemoc, wulgarność, brak zasad. Prowincja ocieka tajemnicami i brudem, nie zapomniano tu o dawnych urazach, a każdy walczy jedynie o swoje dobro.
Powieść Żulczyka ma niepowtarzany klimat, wciągającą akcję i silnie zarysowanych bohaterów. Na małomiasteczkową rzeczywistość patrzmy też z kilku stron – autor oddaje głos swoim postaciom, co jeszcze mocniej buduje napięcie i daje też szeroki obraz opisanej historii.

Nie pozostaje mi nic innego jak jedynie polecić „Wzgórze psów” każdemu – nawet tym czytelnikom, którzy za takim gatunkiem literatury nie przepadają.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz