Kilka słów o mękach nad „Artemisem”



Przyznam z lekkim wstydem, że z „Marsjaninem” Andy’ego Weira nie miałam nic wspólnego. Za książkę nie mogłam się zabrać, filmu nie widziałam – bo najpierw przecież trzeba przeczytać książkę… I tak w tym błędnym kole sięgnęłam po „Artemisa”. A to chyba oddali moje spotkanie z „Marsjaninem”.

Science fiction nie jest moim ulubionym gatunkiem i to literackim i filmowym. Ale ten „Artemis” jakoś mnie do siebie przyciągnął. Całe szczęście, że nie jest to książka pokaźnych rozmiarów, bo pewnie cierpiałabym przy niej istne katusze. A tak to zgrabnie i szybko przeminął dosyć nieszczęsny czas jej poświęcony.

Bohaterką książki jest dwudziestokilkuletnia Jazz. Mieszka ona na księżycu w mieście Artemis – samowystarczalnej metropolii, z kilkoma tysiącami mieszkańców, którzy różnie sobie na ziemskim satelicie radzą. Sama Jazz radzi sobie dosyć średnio – ma wielkie ambicje, wiele osób mówi, że jest niezwykle inteligenta, a tymczasem dziewczyna zajmuje się rozwożeniem paczek i niewielkim przemytem. 

Jazz w swoim krótki życiu popełniła parę błędów, teraz chciałaby za nie zapłacić – dosłownie. Zbiera pieniądze na to, by zadośćuczynić swojemu ojcu za zniszczenie jego warsztatu. 
Dziewczyna jednak ledwo wiąże koniec z końcem, swojej szansy upatruje w karierze tzw. eksploratorów, na razie oblewa jednak egzamin na ten zawód. 

Dlatego wiele się nie waha, gdy jeden z bogaczy oferuje jej sowite wynagrodzenie za „mały” sabotaż. Potrzeba jednak do tego odwagi, przygotowań i poniesienie ryzyka.

Ale co to dla Jazz! To przebojowa dziewczyna, pewna siebie, w pewnym stopniu bezczelna, lubiąca ryzyko i pieniądze. Poza tym jest niezwykle przebiegła, inteligenta i jak nikt zna się na fizyce i chemii, zna też Artemis jak nikt inny, wie jak przechytrzyć dosłownie każdego.

Mam nadzieję, że widać tu mój sarkazm…

Największą wadą „Artemis” jest właśnie główna bohaterka powieści. A nie odpoczniemy od niej bo to Jazz prowadzi narrację, wkurzając czytelników częstym „rozumiecie o co mi chodzi?”. Za każdym razem, jak czytałam podobne wyrażenia, miałam ochotę rzucić Kindlem o ścianę! Na szczęście stwierdzałam, że powieść ta nie jest warta niszczenia mojego wiekowego czytnika.

I od fatalnej bohaterki – tak mocno nierzeczywistej i przerysowanej, nie odwróci uwagi fajnie skonstruowany świat, ciekawostki naukowe (które oczywiście przedstawia nam wszechwidząca Jazz) czy też sama, dosyć ciekawa intryga. 

I chociaż bohaterka jest już dorosłą kobietą nie sposób się nie zgodzić z twierdzeniem, że „Artemis” to książka młodzieżowa. Napisana jest prosto (nie licząc naukowych wstawek), akcja biegnie bardzo szybko (czasem aż za szybko), nie ma tu zbyt wielu wątków pobocznych.

„Artemis” to więc dosyć słaba powieść, nawet oceniając ją w kategorii młodzieżówek (do których i tak nie pasuje). Jest to dosyć naiwna książka o rozkapryszonej dziewczynie (kobiecie!) na księżycu. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz