„Ostatnim listem od kochanka” Jojo Moyes wraca do łask



Nie mam wyrobionego zdania co do twórczości Jojo Moyes. Jej „Zanim się pojawiłeś” było świetną książką, natomiast „Kiedy odszedłeś” było dla mnie drogą przez mękę. W ogólnym rozrachunku jest więc remis. Dlatego nie wiedziałam czego się spodziewać po „Ostatnim liście od kochanka”.

Po powieść tę sięgnęłam, bo wiele osób pisało, że to najlepsza książka Jojo Moyes. Potrzebowałam też jakiejś lekkiej, romantycznej lektury – bo przecież czasem i takie potrzeby mnie nachodzą. I okazuje się, że nie było tak źle.

„Ostatni lit od kochanka” to historia dwutorowa. Pierwsza z nich dotyczy Ellie, młodej i ambitnej dziennikarki, która zupełnie przypadkiem trafia na stare listy. I to właśnie one są przyczyną, dla której poznajemy drugą historię – dwójki kochanków Jennifer i Anthony’ego. To losy sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy jeszcze istniał wyraźny podział na wyższe sfery i zwykłych, szarych ludzi. Jennifer należała do tej pierwszej grupy, Anthony – był dziennikarzem specjalizującym się w wojennych reportażach. Nagle jednak tych dwoje połączyło uczucie. Uczucie zakazane. 

Jennifer miała męża, miała też swoje obowiązki i krępowały ją społeczne konwenanse. Jak można się domyśleć, cała ta historia opiera się właśnie na tym konflikcie, na poszukiwaniu wyjścia z trudnej sytuacji. Zarówno Anthony jak i jego wybranka musieli stanąć przed ogromnym dylematem.

Całą historię poznajemy z listów, pojawia się tu też narracja samej Jennifer. W międzyczasie z kolei poznajemy także skomplikowaną sytuację Ellie – te historie stworzą jednak całkiem przyjemną całość. 

Jojo Moyes niewątpliwie zaciekawiła czytelnika już samą formą powieści. Wiele się tu dzieje, „skaczemy” po bohaterach i fragmentarycznie poznajemy ich losy. Co zresztą dosyć nieźle pokryje się z samą sytuacją Jennifer, którą poznajemy tuż po wypadku, w którym częściowo straciła pamięć. 

To odkrywanie przeszłości to wielki atut tej powieści, w dobrym momencie urywa się też wątek Jennifer i Anthony’ego, a ich historia nie jest mdłą, byle jaką opowieścią o zakazanym romansie. Podobało mi się również to subtelne odniesienie do życia Ellie, która wraz z poznawaniem swoich listowych bohaterów, odkrywa też nową siebie.

„Ostatni list od kochanka” sprawia, że Jojo Moyes ląduje na mojej liście autorów, po których na pewno sięgnę w przyszłości. Niemniej jednak ciągle na uwadze będę miała to, że autorce zdarza się falować z poziomem powieści.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz