Powrót do „Korony śniegu i krwi” Elżbiety Cherezińskiej



Są tacy autorzy, do których chętnie wracamy i po których chętnie sięgamy bo wiemy, że na pewno przygotowali niesamowitą czytelniczą ucztę. Dla mnie jedną z takich pisarek jest Elżbieta Cherezińska.

Swoją przygodę z jej twórczością zaczęłam od „Korony śniegu i krwi”. Dla miłośniczki powieści historycznej wydawało mi się to wręcz naturalne, że sięgam po opasłą powieść ulokowaną w średniowiecznej Polsce. I się nie zawiodłam! Jak zresztą na żadnej z książek Elżbiety Cherezińskiej. 

Teraz, po kilku latach, postanowiłam ponownie sięgnąć po „Koronę śniegu i krwi”. Ale już jako pierwszy tom „Odrodzonego królestwa”. Serie książkowe mają dla mnie jedną wielką wadę – pisane w odcinkach, wydawane po kilku miesiącach czy też latach sprawiają, że nie pamiętam zbyt wiele z ich poprzedniczek. Tak było właśnie z „Koroną…”. Mając ją już drugi raz za sobą stwierdzam, że nie zapamiętałam z niej właściwie nic.

I dobrze! Ponownie bowiem mogłam odkrywać fantastyczny świat powieści Cherezińskiej.  Oczywiście nie można jej traktować jako książkę zawierającą prawdę historyczną. „Korona śniegu i krwi” bazuje na okresie Piastów, a właściwie okresie rozbicia dzielnicowego. To tłumaczy rozmiary powieści – ilość postaci ważnych także z punktu historycznego mogła spokojnie zmieścić się w książce.

Cherezińska skupia się na czasie, kiedy na Przemyśle II i jego dążeniu do królewskiej korony. I to długa droga, pełna trudności, spisków i konfliktów. Mnogość wątków i postaci sprawia, że to powieść, w której cały czas coś się dzieje.

Książki Cherezińskiej uwielbiam chyba przede wszystkim za styl. Ma się wrażenie, że to po prostu spontaniczna opowieść, dynamiczna, pasjonująca i wciągająca od samego początku. Z postaci znanych nam z kart podręczników do historii czyni ludzi – zwykłych śmiertelników, którzy popełniają błędy, mają marzenia, plany i cele, które nie zawsze udaje się zrealizować. Nie ma tu rozległych opisów, historia wartko brnie do przodu, wciągając coraz mocniej.

Dodatkowo w „Koronie śniegu i krwi” nie brakuje dwóch ważnych elementów, które nadają powieści niepowtarzalnego klimatu. Jest tu bowiem lekki humor, dystans do całej historii. Nie brakuje też nuty magii – ale takiej nienachalnej, idealnie wpasowanej w średniowieczny klimat.

I mimo tego, że powieści tej trzeba poświęcić sporo czasu, tak nie żałuję żadnej minuty. To wspaniała, monumentalna historia, która ma swoją kontynuację w dwóch równie opasłych tomach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz