„Ukryta łowczyni” najgorsza z Trylogii Klątwy




Po dosyć średniej „Porwanej pieśniarce” szybko sięgnęłam po drugi tom Trylogii Klątwy – „Ukrytą łowczynię”. Przyznam, że nieco liczyłam na to, że historia się mocno poprawi i wreszcie naprawdę mocno wciągnę się w tę powieść. Nie do końca się to udało…

„Porwana pieśniarka” skończyła się w momencie, gdy Tristan zorganizował ewakuację rannej Cecile z Trollus, wywołując przy tym zamieszki w mieście. Naraził się tym swojemu ojcu, który szybko wymierzył karę jemu i jego przyjaciołom. Sama Cecile została uratowana przez swoją rodzinę, od razu też trafiła do Trianion, gdzie pod skrzydłami swojej matki rozpoczyna karierę pieśniarki.

Cecile ma jednak inną misję – chce odnaleźć Anushkę, czarownicę, która wiek temu uwięziła trolle w Samotnej Górze. Chce tym sposobem uratować swojego ukochanego. Pomaga jej w tym dwójka przyjaciół – Sabine i Chris. Tylko jak w tak wielkim mieście odnaleźć kobietę, której od lat nikt nie widział?

Więcej o treści tej powieści nie da się napisać. Na 500 stronach „Ukrytej łowczyni” nie dzieje się nic innego. I przyznam, że wynudziłam się niemiłosiernie, bo już przy pierwszej części trylogii wiedziałam, kim jest ta przepotężna czarownica. I myślę, że każdy kto czytał tę serię już przy pierwszej charakterystyce Anushki pomyślał o właśnie tej jednej bohaterce…

Cecile błądzi, błądzi i dalej błądzi. Właściwie ona sama niewiele robi. Liczy, że sprawa załatwi się sama, a ona brylując na salonach, magicznie pozna ukrywającą się od lat czarownicę. I to w dodatku od razu kieruje swoje kroki do największego miasta w państwie, bo przecież wiadomo, że czarownice lubią tylko metropolie. No błagam… Więcej w sprawie czynią przyjaciele Cecile i to dzięki lojalności Sabine, główna bohaterka w końcu trafia na jakiś trop.

Jedynym wytchnieniem od nieporadności Cecile jest akcja w Samotnej Górze. I chociaż to, co się tam dzieje jest jednym wielkim chaosem i niekończącą się polityką, to losy Tristana są znacznie ciekawsze niż główny wątek z czarownicą.

O minusach tej powieści można pisać wiele – zbyt rozwleczona akcja poszukiwawcza, marna główna bohaterka, zasady działania magii (wiecie, wystarczy tylko bardzo chcieć i już magia działa… bez żadnych nauczycieli, zasad, reguł – a no i najważniejsza jest krew), przewidywalność, schematyczność, brak logiki. I to jeszcze nie koniec. Myślę, że gdyby ta historia została zawarta w połowie objętości powieści, pewnie nie byłby tak źle.

Teraz moja ciekawość tej trylogii ma inne podłoże – po średniej pierwszej części i bardzo słabej drugiej, zastanawia mnie co w ostatniej pójdzie nie tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz