Wiele hałasu o nic – „Kształt wody”



Wokół „Kształtu wody” – przede wszystkim w filmowej wersji, zrobiło się głośno. Każdy o tym mówi, sporo osób się zachwyca, część narzeka. Ja chyba znajdę się pośrodku, chociaż na razie opieram się na wersji książkowej.

Książka „Kształt wody” to opowieść o potworze, a właściwie pradawnej istocie, którą udało się znaleźć w odmętach dżungli, sprowadzić do laboratorium i badać pod kątem jej specyficznych właściwości. To opowieść o swego rodzaju wojnie pomiędzy człekokształtnym stworem a Richardem – żołnierzem, dla którego misja znalezienia istoty stała się morderczą. 

Pomiędzy nimi stoi Eliza – niemowa, pracownica ośrodka badań, której zadaniem jest sprzątanie. Jednak kiedy po raz pierwszy zauważa istotę, jej życie zmienia się diametralnie. Dziewczyna od początku czuje więź z tajemniczym stworem, wydaje się go rozumieć, a wkrótce zrodzi się między nimi coś więcej.

W całej tej historii wiele jest wątków pobocznych – mamy historię niespełnionego artysty, żonę Richarda, doktora Richarda, a wszystko to wpisane w niezbyt obszerną powieść. To nieco dziwny zabieg, który wygląda jakby autor nie miał co napisać. Z całej powieści najbardziej chyba spodobał mi się wątek Elaine Strickland. I tak chyba nie powinno być…

Czy „Kształt wody” to dobra powieść? Nie. Brakuje mi tu głębszego wejścia w temat, poznania istoty, samej Elizy… Więcej czasu poświęcone jest Richardowi, który nie należy do postaci, które się lubi i którym się kibicuje. To egoista, zapatrzony w siebie osobnik, który posunie się do wszystkiego, byle osiągnąć sukces. Całą jego osobę doskonale widać właśnie na tle Elaine – kobiety, która z każdą stroną nabiera charakteru.

Przeciwieństwem jest Eliza. Dla mnie to mdła postać, bez żadnej wartości, z małym przebłyskiem charakteru i siły. Nie pomaga tu cała historia miłości do nieznanego, potencjalnie niebezpiecznego stwora, o którym nic nie wiadomo. Czytałam cały ogrom powieści fantastycznych, w których wątek człowieka i istoty magicznej (a mimo wszystko do takich zaliczam istotę z „Kształtu wody”) był napisany zgrabniej, z większym sensem.

„Kształt wody” przypomina mi właściwie streszczenie obszernej powieści. Książki, która ma trochę zbyt dużo wątków podocznych, która chyba zapomina jaki jest jej motyw przewodni. Głównymi bohaterami powinni być chyba stwór i Eliza – a jeśli Richard i jego żona, to ta powieść powinna wyglądać również inaczej. 

Trochę zmarnowano potencjał tej historii. I chyba to jest w tym wszystkim najgorsze. Film pewnie też obejrzę, ale ze sporą rezerwą…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz