Wielki powrót do „Sagi o wojnie światów”




We wcześniejszym wpisie wspominałam, że „Saga o wojnie światów” Raymonda E. Feista ma w moim sercu specjalne miejsce. To książki, od których zaczynała się moja czytelnicza przygoda i to powieści, które całkowicie mnie pochłaniały. Po wielu latach postanowiłam do nich wrócić.

Z „Adepta magii” – pierwszego tomu sagi, pamiętałam tylko ogólny zarys wydarzeń, całkowicie zabrakło w mojej pamięci szczegółów, kolejności zdarzeń, opisów świata wykreowanego przez Raymonda E. Feista. Powieść tę poznawałam więc niejako na nowo i na szczęście nie okazało się, że teraz, po kilkunastu latach, nie mogę z tą powieścią wytrzymać.

„Adept magii” to początek fantastycznej przygody z dwójką bohaterów – Pugiem i Tomasem. To nastolatkowie, którzy właśnie stają u progu dorosłości. Przed nimi wybór swojej ścieżki zawodowej. Pug i Tomas chcą być żołnierzami, wiernymi kompanami swojego księcia. I o ile temu drugiemu się to udaje, tak Pug musi zweryfikować swoje marzenia. Nieco przez przypadek, a trochę i z litości, trafia pod opiekę maga Kulgana. To zdecydowanie nie jest wymarzony los dla młodego chłopaka.
Świat Midkemii szybko staje w obliczu zagrożenia. Najpierw pojawia się tajemniczy statek z nieznanymi przybyszami, później na teren kraju wchodzą całe rzesze obcych żołnierzy. Zarówno chłopcy, jak i cały znany im świat, będą musieli zmierzyć się z nowymi problemami.

„Adept magii” to jeszcze książka, w której można odnieść wrażenie, że jest skierowana do młodego czytelnika. Warto jednak pamiętać, że serii liczy cztery tomy (są też kolejne, które nawiązują luźniej do wydarzeń Sagi) – w każdym z nich  mijają kolejne lata. To trochę wada książek Feista. Akcja czasami za szybko przeskakuje, oczywiście ma to swoje uzasadnienie, jest to logiczne, jednak wolę, gdy zachowana jest pewna ciągłość. Zwłaszcza, gdy kolejne rozdziały nie są jakoś specjalnie rozdzielone. Niektórzy mogą też zarzucać pewną prostotę językową tej powieści (to na szczęście pojedyncze przypadki), ale możliwe, że to wina starego tłumaczenia.

Przeskoki akcji sprawiają, że w tych powieściach sporo się dzieje. To taka przygodowa fantasty, która nie raz potrafi zaskoczyć czytelnika. Warto zaznaczyć, że to dosyć lekka powieść, którą czyta się szybko i przyjemnie. Każdy kolejny tom to nowe wydarzenia, zwroty akcji, ale przede wszystkim wielkie przemiany bohaterów. Co prawda można powiedzieć, że te metamorfozy są nieco naiwne, dla mnie jednak to kwintesencja powieści fantasy. Bo czy to właśnie nie o to nam chodzi, że zwykły bohater nagle odkrywa w sobie nową siłę i staje się potężną postacią? Przechodzi długą, często wymagająca przemianę – dla mnie to jeden z elementów których szukam w powieściach.

„Adept magii” pewnie nie jest wybitnym dziełem literatury – mówię to szczerze, ale mimo wszystko miliony sprzedanych egzemplarzy na całym świecie o czymś świadczą. Boli mnie to, że w Polsce nie pokuszono się na wznowienie tej serii, a jedyne dostępne pochodzi sprzed 20 lat i jest niemal nie do zdobycia – a jeśli już to kwoty na internetowych aukcjach osiągają zawrotne kwoty. Przez to powieść ta nie może trafić do szerszego grona odbiorców.

Całą serię o „Wojnie światów” polecam z całego serca – poszukajcie w bibliotekach, może u znajomych małych, zapomnianych książeczek i dajcie się ponieść w zaskakujący świat Raymonda E. Feista.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz