„Mistrz magii”, czyli jeszcze lepsza powieść Feista




Szybko i na temat – „Mistrz magii”, tak jak i cała seria, to dla mnie świętość. Uwielbiam ją i nie zmieniło się to wraz z upływem czasu. Nie zmieniło się też to, że drugi tom „Sagi o wojnie światów” uważam za lepszy niż pierwszy.

„Mistrz magii” to już bardziej „dorosła” część. Przy „Adepcie magii” zaznaczałam, że powieść ta sprawia wrażenie młodzieżowej. Zaznaczałam również, że sama akcja obejmuje kilka lat, normalnym więc jest, że dojrzeją i bohaterowie. I w drugim tomie widać tę zmianę bardziej. Ta część jest po prostu mocniejsza, akcja dalej jest szybka, ale postacie wykreowane przez Raymonda E. Feista są tu najważniejsze.

W Midkemii trwa wojna – już od kilku lat trwają wyniszczające zmagania, a końca ich nie widać. Pug jest teraz niewolnikiem, Tomasem władają za to coraz bardziej nieczyste siły. A kraj pochłania chaos i rozgrywki możnych. Ale dzieje się coś, na co nikt nie był przygotowany. Adept magii staje się „Czarnym” – wielkim magiem Tsuranich. Okazuje się, że w Pugu ukryte były ogromne zdolności. Po wyczerpujących latach nauki, chłopiec – a właściwie już mężczyzna, staje się wolny. Teraz będzie musiał wybrać, który świat jest dla niego najważniejszy.

Te działania Puga to na szczęście nie jedyny wątek powieści. Mamy też elfów wraz Tomasem, władców poszczególnych królestw, przemytników i złodziei. Jest też tajemniczy Marcos. Wszystko to sprawia, że „Mistrz magii” jest powieścią, w której sporo się dzieje i na nudę nikt nie powinien narzekać.

W powieści tej nie zabraknie intryg, wewnętrznych konfliktów, pojedynków, polityki, miłości, świetnych bohaterów i licznych zwrotów akcji. Jest też i magia, jak na prawdziwą powieść fantasy przystało. „Mistrza magii” szybko się też czyta, a przygody pochłaniają coraz mocniej wraz z kolejnymi stronami.

Przy tych powieściach staram się być obiektywna, staram się widzieć nie tylko liczne zalety, ale też i wady. Bo one na pewno są. Jednak dla tak dobrze skonstruowanych historii, światów, bohaterów – warto przymknąć na nie oko. Feist stworzył właściwie serię monumentalną, bo jego kolejne powieści dalej osadzone będą w Midkemii i dalej zahaczać będą o znanych nam bohaterów. I dobrze, bo naprawdę można się z nimi zaprzyjaźnić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz