„Norma” – książka o kobietach i… włosach




Jeśli ktoś by mnie spytał, czemu sięgnęłam po tę książkę, nie wiedziałabym co odpowiedzieć. Chyba skusiła mnie okładka i zapowiedź magii z wątkiem nieco kryminalnym. Czarodziejów i jednorożców nie ma się co spodziewać, nie ma też wiedźm – są za to… niezwykłe włosy.

Normę, główną bohaterkę powieści Sofi Oksanen, poznajemy na pogrzebie własnej matki. Anita zginęła pod kołami pociągu, oficjalna wersja głosi, że kobieta popełniła samobójstwo. Norma ma jednak duże wątpliwości. Dziewczyna szuka odpowiedzi i wkrótce przyjdzie jej przekonać się, że jej matka miała wiele tajemnic i że uwikłała się w niebezpieczne sprawy.

Taki opis zapowiada ciekawą książkę. Gdy dodamy do tego obietnicę magii, robi nam się z tego powieść bardzo tajemnicza, która przecież musi nas wciągnąć już od pierwszej strony. Tak się jednak nie dzieje. Sama książka to dosyć ospała narracja, z bohaterami, z którymi w ogóle nie będziemy się identyfikować. 

Najgorsza w tym wszystkim jest kreacja Normy – głównej bohaterki, która powinna dominować i o której powinniśmy wiedzieć jak najwięcej. Tymczasem autorka przedstawia nam ją dosyć powierzchownie, skupiając się na kilku charakterystycznych jej cechach. Prym będą wiodły włosy – Norma od dzieciństwa zmaga się z przekleństwem zastraszająco szybko rosnących włosów. Poza tym mają one zdolności wyczuwania nastrojów, problemów zdrowotnych, ogólnej aury mijanej osoby.

I ta cecha – wraz z dokładną kreacją Normy powinna być głównym wątkiem powieści Sofi Oksanen. Dla mnie jednak bohaterka jest nijaka, brakuje mi jej przemyśleń, emocji, działań. Jest dosyć bierna, zaskakuje mnie fakt, że skoro szuka informacji o swojej matce, w czasie odkłada oglądanie jej nagrań wideo. Nagrań, które odpowiadają na wiele pytań. Autorka za to skupia się na wątku salonu fryzjerskiego, zakupu doczepów włosów i dosyć skromnie o handlu dziećmi (i kobietami).

„Norma” to bardzo powierzchowna powieść. Autorka nie zagłębia się w poruszane przez nią tematy, nie przedstawia nam bliżej licznych bohaterów (których ta opisana działalność wydaje się interesującym tematem), nie skupia się na wątkach, które są kontrowersyjne i istotne z ogólnego punktu widzenia. Bo czyż anomalie genetyczne i idące za nimi wykluczenie społeczne to nie dobry temat na powieść (to nierozwinięty wątek dotyczący Normy)? Czy handel surogatkami a potem ich dziećmi to nie kwestia ważna i warta zgłębienia?

Powieść Sofi Oksanen to dla mnie schemat powieści, a nie powieść sama w sobie. Każdy z wątków tej książki można było (a wręcz trzeba było) rozwinąć, a wtedy czytelnik otrzymałby wspaniałą lekturę. Tak pozostaje niedosyt i chyba rozczarowanie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz