„Z popiołów” nie takie znowu fajne jak się wydaje




Jestem zaskoczona tak wysokimi ocenami książki Martyny Senator „Z popiołow”. Sugerują one świetną książkę, a tymczasem uważam ją za dosyć przeciętną z kilkoma irytującymi momentami.

Wyjaśnienie jednak pewnie jest jedno – sama tematyka, jaka została w tej powieści poruszona. Tylko jak mam to napisać, nie zdradzając treści CAŁEJ książki? Cóż, muszę to wyjaśnić „na około”. Myślę, że czytelnicy skupili się właśnie na tym, co spotkało główną bohaterkę – Sarę, a nie na samej konstrukcji powieści, jej języku, dopracowaniu bohaterów i przedstawionego świata.

„Z popiołów” to taka „codzienna” książka. Skupia się na znanej nam rzeczywistości, bohaterowie powieści mogą żyć tuż obok nas, znamy miejsca i realia świata, o którym pisze Martyna Senator. I to jest spory pozytyw tej książki. Niemniej jednak cała reszta jest dosyć… nudna a w pewnych momentach irytująca.

Sara zmaga się z bolesną przeszłością, która skutecznie odgradza ją od własnych marzeń i pragnień. Dziewczyna chowa się we własnej strefie komfortu, nie pozwala też sobie na bliższe związki z innymi ludźmi, ma też nieciekawą relację z rodzicami. Całe „Z popiołów”, co sugeruje już sam tytuł, będzie opisem drogi bohaterki do odrodzenia i pozwolenia sobie na szczęście.

Tylko że ta historia nie jest aż tak ciekawa, by rozłożyć ją na taką powieść. O tym, co zdarzyło się Sarze dowiemy się na ostatnich stronach. Cała książka będzie więc pełna domysłów (a łatwo się domyśleć) i będzie historią, gdzie bohaterka krok po kroku przełamuje własne ograniczenia. A będzie to publiczny występ wokalny oraz spotkania z nowo poznanym chłopakiem. Nie ma tu głębszych przemyśleń, nie ma emocji, nie ma zwrotów akcji. Nic. W powieści czeka się jedynie na „spowiedź” Sary, która nie będzie dla nas żadnym zaskoczeniem.

Wspominałam o irytacji podczas czytania tej książki – najsłabszym punktem „Z popiołów” są dialogi. Większość z nich jest zupełnie nienaturalna. Bohaterowie mówią do siebie jak filozofowie, pełno tu sentencji, prawd życiowych, których nie powstydziłby się Paulo Coelho. Te wypowiedzi są tak górnolotne i wyszukane, że czasami aż je pomijałam. Bohaterami są dwudziestokilkulatkowie – nawet inteligentni i wykształceni ludzie nie zwracają się do siebie takim językiem w potocznej rozmowie!

Podsumowując, „Z popiołów” to taka przeciętna historia, którą na szczęście szybko się czyta. Łatwo się zidentyfikować z bohaterami, świetnie odnajdziemy się w świecie Martyny Senator, ale to wszystko jest dosyć nijakie. Brakuje charakteru, historia jest zbyt idealna, denerwuje język powieści. Nie polecam, ani nie odradzam, bo dla zrelaksowania i niezobowiązującego czytania powieść ta się pewnie sprawdzi dosyć dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz