Jakub Małecki po raz drugi – „Dżozef”




„Dżozef” to po „Rdzy” moje drugie spotkanie z Jakubem Małeckim. I kolejne bardzo udane spotkanie. 

 Niektórzy określają tę powieść jako męską. I cóż – jeśli brać pod uwagę bohaterów „Dżozefa” to tak, to męska powieść. Jakub Małecki umiejscawia akcję w szpitalnej Sali, gdzie spotkają się czterej panowie. Dresiarz Grzesiek ze złamanym nosem, biznesmen Kurz, Maruda oraz Czwarty – Stanisław Baryłczak. Każdy z nich to inna, ale jakże interesująca osobowość. 

Właściwie podstawą całej akcji jest opowieść Czwartego, a właściwie jego gorączkowe majaczenie. Mężczyzna ostatkiem sił zmusza Grześka do spisania pewnej historii. Wraz z opowieścią Czwartego w szpitalu zaczynają się dziać dziwne rzeczy – zmienia się układ sal, przemieszczają się ściany, a w końcu pomieszczenie głównych bohaterów zaczyna się kurczyć. Mężczyźni będą musieli wysłuchać opowieści i jakimś sposobem ocalić swoje życie. 

„Dżozef” poprzez swoją konstrukcję to taka trochę gawęda. W samej powieści nie dzieje się wiele – główna akcja skupia się w opowieści Czwartego i powolnym poznaniu życiu Grześka i Kurza. Historia Stasia – zafascynowanego książkami Josepha Conrada, staje się nieco mrocznym podsumowaniem ludzkiej egzystencji. 

Samą powieść odczytywać można bardzo dosłownie, warto jednak zastanowić się, czy kozoł – Drewniak, zmora Czwartego, nie ma jakiegoś innego przekazu. Książka Jakuba Małeckiego to doskonały przykład literatury, w której najważniejsza jest historia – nie wykreowany świat, spektakularne zwroty akcji, sensacyjne zdarzenia. To opowieść o człowieku, jego problemach, demonach, o poznawaniu siebie i radzeniu sobie z rzeczywistością. 

Różnorodność postaci – nawet tych drugoplanowych, to wielka zaleta tej powieści. „Dżozef” staje się przez to bardzo realny, chociaż historia Czwartego balansuje na granicy świata rzeczywistego i fantastycznego. Bohaterowie są prości, odpowiadają znanym nam osobom, przez co stają się niesamowicie bliskie. 

 Świetny jest też sam język powieści – dosadny, bez zbędnych ozdobników, bez rozwodzenia się nad opisywaną rzeczywistością, czasem wulgarny, ale ta wulgarność jest tu potrzebna. 

 „Dżozef” to kolejna polska książka, na którą trzeba zwrócić uwagę. Podobnie jak na przyszłą twórczość Jakuba Małeckiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz