„Srebrny łabędź” chyba najgorszą książką jaką w życiu czytałam




Wiem, że „Srebrny łabędź” to gatunek młodzieżowy, a więc od razu można zakładać, że nie będzie to górnolotne dzieło. Niemniej jednak potrzebowałam czegoś lekkiego, szybkiego i niewymagającego. Dostałam jednak książkę, która wysuwa się na prowadzenie na mojej liście najgorszych książek.

Właściwie szkoda mi trochę klawiatury i czasu na to, żeby podsumować tę książkę. Skopiuję więc to, co znaleźć można na okładce „Srebrnego łabędzia” – to pokaże, że „troszeczkę” czytelnika oszukano.

Pierwszy tom mrocznej i porywającej serii Elite Kings Club.

Tak, to pierwszy tom serii. Historia w ogóle nie jest porywająca. Jest niesamowicie nudna, nielogiczna, płytka, rozwleczona, bezsensowna i źle napisana.

Madison Montgomery to typowa dziewczyna z bogatego domu. W życiu nastolatki wszystko się zmienia, kiedy jej matka dopuszcza się zbrodni, a potem popełnia samobójstwo. Wybucha skandal, przez który dziewczyna znajduje się na językach wszystkich. Gdy ojciec Madison ponownie się żeni, zapada decyzja o przeprowadzce, a dziewczyna trafia do prywatnej szkoły. Mogłoby się wydawać, że to jej szansa na nowy start…

Madison jest rozpieszczona to fakt. Jej matka popełniła samobójstwo bronią swojej córki co ma być niby wielkim skandalem – a nie jest. To znajdowanie się na językach trwa dwa zdania, czyli jeden dzień szkolny. Jedna z koleżanek Madison pyta czy to ona. Tyle! W ogóle nie wiem po co wprowadzono ten „wątek” bo nijak ma się do reszty książki. Można było napisać, że jej matka nie żyje i wyszłoby na to samo.

Madison przekonuje się, że mury szkoły skrywają straszne tajemnice, a wszystkimi uczniami rządzi grupa dziesięciu niepokornych chłopaków. Elite King’s Club rozsiewa wokół siebie aurę tajemniczości i terroru. Chociaż dziewczyna nie chce wierzyć plotkom na ich temat, zaczyna mieć wątpliwości, kiedy wpada w oko przywódcy elitarnego klubu. Okazuje się, że Bishop zaczął na nią polowanie.
Aura tajemniczości tak. Terroru nie. Nie było żadnych aktów przemocy, zastraszania i innych takich. Dostaje się Madison bo nagle się okazuje przyrodnią siostrą jednego z chłopaków a właściwe oberwie bo jest pewna „tajemnica” jej pochodzenia. A Bishop na nikogo nie polował. Ot, rzuciła mu się w oczy.

Dlaczego członkowie Elite King’s Club nienawidzą Madison, a mimo to dyskretnie pilnują jej bezpieczeństwa? Co stało się z poprzednią dziewczyną, która związała się z jednym z nich? Dlaczego te wszystkie mroczne tajemnice są tak niebezpiecznie pociągające?
Nie nienawidzą. Pilnują jak oka w głowie i nie pozwalają na samodzielność. To, że poprzednia partnerka Bishopa zniknęła to chyba najbardziej fascynująca zagadka, której rozwiązania oczywiście nie poznamy bo i po co. Nic mrocznego jeszcze w tym nie ma, żadnego skandalu, jakieś tam niewinne nastoletnie ploteczki.

Styl pisania Amo Jones pokochały fanki literatury erotycznej na całym świecie! Wciągająca opowieść o mrocznej i niebezpiecznej rozgrywce, która toczy się za murami elitarnej szkoły, otwiera zupełnie nową serię książek! Pierwszy tom – „Srebrny Łabędź” przyciąga jak członkowie Elite King’s Club.
Pani Amo Jones nie ma stylu. Książka epatuje wulgaryzmem, seksem, w którym nie ma nic poza czysto mechanicznym, fizycznym kontaktem. To już nawet Twarze Greya były bardziej wysublimowane! Tu przynajmniej widać jakieś uczucie, a Amo

Jones postanowiła pobić rekord w szokowaniu swoich MŁODYCH czytelników.
Nie ma mrocznej rozgrywki, są bezsensowne podchody i zabawy rozpieszczonych, bajecznie bogatych nastolatków. Postępowanie bohaterów – a przede wszystkim Madison, jest nielogiczne. Dziewczyna niby silna i pewna siebie, a daje sobą pomiatać.

Obiecuje sama sobie, że do chłopaków się nie zbliży, a akapit dalej sama pcha się w ich ramiona. Obiecuje, że będzie z nimi walczyć, a gra potulnego kotka. Nie muszę dodawać, że to bohaterka, której czytelnik nie polubi.

„Srebrny łabędź” to wręcz lista „must have” dla bogaczy – jakie marki butów założyć, jaki model samochodu wypada kupić, która sukienka będzie idealna na imprezę. Bezsensowna jest cała historia, by nie nazwać tego intrygą, „Srebrnego łabędzia”. Na rozwiązanie (po raz kolejny dodam, że bezsensowne) tajemnicy chłopaków Madison wpada bo przypadkiem znajduje w szkolnej bibliotece – teraz uwaga – list samobójczyni! Nie książkę, nie gazetę czy co tam jeszcze – list bez tytułu, jakieś kartki, które sobie normalnie leży na bibliotecznej półce. Kto i jak na to wpadł?! Pomijam, że bohaterka narzeka jakie to opasłe tomiszcze, ale tak naprawdę w powieści ten list zajmie może dwie strony. Tak wiem – przecież nie da się całości przytoczyć, ale zawsze można napisać „Madison czytała do późna i dowiedziała się między innymi, że…”.

„Srebrny łabędź” to książka bez fabuły, z fatalnymi bohaterami, nielogiczną historią, złym stylem – Amo Jones chce wypromować książkę na erotyzmie, który napisany jest po prostu źle, widać, że to miał być główny temat książki, a niej jej dodatek. I chociaż takie zabiegi „na seks” mnie rażą, a „50 twarzy Greya” oceniłam najniżej jak się da, tak „Srebrny łabędź” upada jeszcze niżej. Zwłaszcza, że to książka dla nastolatków! I dodam, że ja na erotyzm w literaturze drażliwa nie jestem – trzeba go tylko umieć wpleść w powieść, a Amo Jones w ogóle się to nie dało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz