„Tryjon” Melissy Darwood całkiem ok




Lektura „Tryjonu” była moim pierwszym spotkaniem z Melissą Darwood. Wcześniej o tej autorce w ogóle nie słyszałam, a do jej najnowszej powieści po prostu jakoś mnie przyciągnęło. Nie żałuję, ale chyba nie będzie to książka, którą zapamiętam na długo.

„Tryjon” to przede wszystkim ciekawa kreacja świata – właśnie tytułowego Tryjonu, do którego trafiają osoby, które dopuściły się zbrodni. W nieznanych sobie okolicznościach pojawia się tam Mila – młoda dziewczyna, która od lat cierpi na osobowość wieloraką. Główna bohaterka będzie musiała zmierzyć się z kilkoma faktami – nie żyje, popełniła morderstwo, straciła kilka lat życie, kiedy to jej osobą kierowała inna osobowość.

Mila trafia pod opiekę Zacharego, który jest swego rodzaju przewodnikiem nowych duch po Tryjonie. On prowadzi dziewczynę przed sąd, on też wyrusza z nią w dalszą podróż po krainie zmarłych. Zachary w ten sposób stara się odpokutować swoje przewinienia i jak się okaże Mila będzie ważnym elementem zadośćuczynienia.

Powieść Melissy Darwood, oprócz kreacji świata, ma też nieźle skonstruowany „przekaz do czytelnika”. Losy głównych bohaterów świetnie da się przełożyć na nasze codzienne życie, nie ma tu jednak zbędnego patosu i moralizowania. Całkiem dobrze wygląda też kwestia choroby Mili, chociaż przyznam, że w ostatnim czasie osobowość wieloraka pojawiła się w zbyt wielu książkach i filmach.
Sami bohaterowie jakoś szczególnie nie porywają, irytować też może ich podróż po Tryjonie i częste opowieści osób spotykanych – chyba miałam nieco przesyt tych historii z życia wziętych. Nie podobał mi się też nieco chyba na siłę wtrącony wątek koncernów farmaceutycznych.

Czasem miałam też wrażenie, że jakoś historia w „Tryjonie” mi się nie skleja. Trochę to wrażenie potęguje Mila, która w pewnym momencie przestała być dla mnie wiarygodna.

Podsumowując „Tryjon” to niezła powieść, mająca więcej zalet niż wad. Te ostatnie są jednak obecne i może nieco psują ostateczny odbiór tej książki. Powieść czyta się szybko co jest plusem, ale jednocześnie trochę żałuję, że nie jest ona bardziej obszerna. „Tryjon” polecam więc jako lekturę lekką (pomimo tematyki), niezobowiązującą, do przeczytania w jedno popołudnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz