„Wieża świtu” przerywnikiem w historii Aelin




Seria „Szklany tron” Sarah J. Maas to miliony sprzedanych książek i miliony fanów. Przygody Aelin powoli zmierzają ku końcowi, jednak zanim poznamy ostateczne rozwiązania, autorka postanowiła „Wieżą świtu” zwolnić całą historię.

Oczywiście „Wieża świtu” to integralna część „Szklanego tronu”. Wracamy jednak do momentu, kiedy Chaol zostaje sparaliżowany i wraz z Nesryn wyrusza na poszukiwanie uzdrowienie i sojuszników w zbliżającej się wojnie. Bohaterowie lądują w Antice - mieście-raju. I chociaż władza ma tu swoje brutalne zwyczaje, tak sama koncepcja państwa jest godną naśladowania. Chaol i Nesryn nauczą się tutaj dużo, skonfrontują znany sobie świat z czymś zupełnie nowym, pełnym przepychu, sprawiedliwości i dobrobytu. W obliczu zagłady Adarlanu będzie to szczególne doświadczenie.

Antika słynie jednak z jeszcze jednej rzeczy – to miasto uzdrowicieli. I to właśnie tutaj znajduje się jedyna nadzieja Chaola na odzyskanie dawnej sprawności. Mężczyzna trafia pod opiekę zdolnej, ale uprzedzonej do Adarlanu Yrene.

Zarówno dla Chaola, jak i dla Nesryn podróż do Antiki będzie przełomowa pod wieloma względami. Będą musieli zmierzyć się z politycznymi rozgrywkami, uprzedzeniami, czającym się powoli w mieście mrokiem, a także z własnymi słabościami. Nie będą też mogli zapomnieć o tym, że ich przyjaciele liczą na wsparcie.

„Wieża świtu” nie odbiega swoim stylem od poprzednich części. To godna ich następczyni, powieść utrzymana w tym samym tonie. Niemniej jednak to chyba najsłabszy tom „Szklanego tronu”. Oczywiście nie jest to znaczne odstępstwo, ale w „Wieży świtu” akcja biegnie nieco ospale. Wiele się nie dzieje, a właściwie głównym tematem tej powieści są miłosne perypetie bohaterów. Pod koniec pojawia się nieco więcej zdarzeń, ale przyznam, że ostateczny finał i to co spotkało głównych bohaterów jest nieco naciągane.

Mam wrażenie, że Sarah J. Maas chce budować atmosferę strachu i niepewności u swoich czytelników. I nie ma w tym nic złego, o ile się nie przesadzi. A los Chaola wydaje mi się już zbyt przesadzony. Razi też nieco to, że autorka postawiła na wątki romansowe, przyznam, że te liczne zmiany relacji bohaterów są trochę męczące.

„Wieża świtu” uświadomiła mi też coś innego – to, jak przerażające są ceny książek. Uważam, że 50 złotych – za nawet tak obszerną powieść, to spora przesada. Przez miesiąc od premiery nie dało się kupić tej książki taniej…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz